21 września 2009

Czy Islandia jest skandynawska? Czego nie widać na Islandii dzięki... kulturze skandynawskiej?

Zadawanie w naukowych artykułach pytań typu „Czy Islandia jest skandynawska?” przypomina mi o średniowiecznych korzeniach współczesnych uniwersytetów. Podobne problemy (zapewne nie bez powodu) stawiali zresztą scholastycy. Czy czyściec jest/był częścią piekła?

Mimo to, a może właśnie dzięki temu, moją uwagę przyciągnął artykuł Włodzimierzea Karola Pessela pt. „Czy Islandia jest skandynawska? Próba nakreślenia 'wzoru kultury' islandzkiej” w książce „Islandia”, która jest zbiorem tekstów wielu badaczy (pod redakcją R. Chymkowskiego i W.K. Pessela). Punktem wyjścia dla (tak niemiłych mi) rozważań są trzy czynniki stanowiące o odrębności kultur skandynawskich, wskazane w artykule „Nad pojęciem kultury skandynawskiej” przez Zenona Ciesielskiego. Są to:
  • nordycka starożytność i demokracja lokalna,
  • zasada sola scriptura => niezmiennie wysoki poziom czytelnictwa,
  • ludowość, czyli chłopski charakter kultury

[Nawiasem... Ludowość, nieelitarność to niezwykły fenomen skandynawski i różnicę między kulturą polską a skandynawską chyba najzabawniej oddaje cytat z wypowiedzi badanych przez Annę Wojtyńską polskich imigrantów na wyspie (w tej samej książce: „Islandia i Islandczycy oczami polskich imigrantów”, s. 161): „To jest tradycja prostego ludu, nie było żadnej szlachty. Nie było ludzi, którzy tą wielką kulturę tworzyli. A u nas można to zobaczyć. Mamy tą piękną kulturę polską. Wielką i wspaniałą.”]

Po przedstawieniem modelu, autor prezentuje swoje „impresje terenowe”. Od tutejszego promiskuityzmu, architektury, wyznawanych w sondażach wartości, przez problem niepodległości i obecości w NATO, stosunek do Unii Europejskie, historię wojny dorszowej, po nikłą pobożność, stosunek do pracy, do dzieci, konsumpcjonizm, a nawet treść codziennych wiadomości. Dość to wszystko zresztą interesujące, tyle że dobrane i prezentowane w jakiś taki nieskandynawski, może elitarny, a może po prostu sztampowy sposób. Może brak w tym artykule szacunku do człowieka i jej potrzeb ,może ten widok jest trochę za bardzo stereotypizujący lub „z lotu ptaka”. [Zdaję sobie sprawę z tego, że po prostu etykietuję – polecam artykuł i całą książkę zresztą, może komuś uda się uchwycić „nieludzkość” antropologicznego spojrzenia na kulturę]. Czasami po prostu człowiek trafia na takie książki czy artykuły, których styl wydaje się jakoś nieznośny, do tego stopnia, że choć jest oczywiste, że autor pisze prawdę, to jednak z każdym zdaniem narasta w czytelniku przekonanie, że jest to tylko „jakaś prawda”. Narasta też gotowość do spojrzenia na problem z innych perspektyw, dzięki którym mogłoby okazać się, że jednak TO wcale nie jest prawda. W taki właśnie sposób wpaść można w scholastyczne tarapaty.

Opisana w artykule Pessela kultura – na małej wyspie pomiędzy Europą i Ameryką Północną - której bogactwo podtrzymywane jest wysiłkiem tak nielicznych mieszkańców (Pessel sugestywnie porównuje ilość mieszkańców Islandii do ilości mieszkańców Bydgoszczy czy Lublina), okazuje się skandynawska.

Podobieństwo tych kultur jest wizualne, często podkreślane, wręcz oczywiste. Bliskość ta ma także wymiar polityczny. Norwegia, Szwecja, Dania, Finlandia, Islandia, Grenlandia i Wyspy Owcze współpracują ściśle w ramach Rady Nordyckiej. Innowacyjnych rozwiązań problemów związanych ze zmieniającym się społeczeństwem Islandczycy zwykle poszukują w Skandynawii. Podobieństwo, a wręcz kulturowa zgodność Islandii i Skandynawii jest więc duża. Do czasu, gdy zaczniemy przyglądać się podstawom na jakich wybudowany został islandzki dobrobyt. W szczególności interesująca jest islandzka odmiana „welfare state” (Nie mam pojęcia jak tłumaczyć ten termin. Przyjęło się używanie określenia „państwo opiekuńcze”, ale zwykle w stosunku do Szwecji. Bardziej precyzyjne wydaje się określenie „państwo dobrobytu”, bo model szwedzki jest tylko jedną z jego odmian. Ale Polska też jest jedną z odmian „państwa dobrobytu”, co dumnym jej mieszkańcom mogłoby nasunąć przypuszczenia, że oto ktoś z nich szydzi. W istocie chodzi o wariant modelu państwowości umożliwiający dochodzenie do dobrobytu. Wysoki standard życia w krajach skandynawskich jest skutkiem tych wyborów, a nie punktem wyjścia.)

Otóż model islandzki w tak niewielkim stopniu przypomina model szwedzki, że bardziej odpowiednim byłoby nazwanie go modelem... polskim. Stefán Ólafsson w artykule „Normative foundations of the Icelandic welfare state. On the gradual erosion of citizenship-based welfare rights.” w książce pt. „Normative Foundations of the Welfare State. The Nordic Experience.” (red. N. Kildal, S. Kuhnle) systematyzuje opis islandzkich odstępstw od socjaldemokratycznego kanonu.

Autor twierdzi, że Islandia od momentu ustalenia zasad Beveridge nie ewoluowała wcale w kierunku modelu skandynawskiego i to najprawdopodobniej z powodów... kulturowych. Otóż jako społeczeństwo osadników, Islandczycy podzielają wiele z charakteru takich krajów jak: Stany Zjednoczone, Kanada, Australia i Nowa Zelandia, czyli: indywidualizm, zaradność, silną etykę pracy oraz brak dobrych manier połączony z silnym poczuciem równości.

W przypadku emerytur przejawia się to tym, że choć prawie wszyscy emeryci otrzymują emerytury, jednak wypłaty z I filaru są bardzo niskie, a ich wysokość jest zależna od dochodów. Filary są trzy. Pierwszy zapewnia szczupłą emeryturę od 67 roku życia. Drugi jest obowiązkowy, zależny od wykonywanego zawodu, częściowo wspierany przez państwo i administrowany przez organizacje pracodawców i związki zawodowe. Po 40 latach odkładania co najmniej 10% wynagrodzenia, fundusz powinien zapewnić co najmniej 56% poprzednich zarobków. Trzeci filar jest prywatny i dobrowolny, składka wynosi kolejne 10% zarobków, a ubezpiecza się w nim ok. 40% pracujących.

Wydatki na zabezpieczenia socjalne i na zdrowie, liczone udziałem ich w całości PKB, są znacząco niższe na Islandii. Przykładowo w 2000 roku Islandia wydawała 19,6% PKB, Dania – 28,7%, Finlandia – 25,2%, Norwegia – 25,3%, a Szwecja – 32,3%. Przy czym wydatki na zdrowie są podobne jak w pozostałych krajach, ale to na skutek małych (nawet w stosunku do krajów OECD) wydatków na zabezpieczenia społeczne, całość wydatków państwa islandzkiego jest dużo niższa. Częściowym wytłumaczeniem, a częściowym skutkiem niskich emerytur jest ilość ludzi pracujących nawet w wieku powyżej 65 lat (w 1998 roku: kobiet – 31,8%, mężczyzn – 43,6%, podczas gdy na przykład w Danii było to odpowiednio 0,9% i 4,7%, a w Szwecji: 9% i 13,9%).

Niski poziom zaangażowanie państwa w zabezpieczenie życia osób starszych nie jest równoważone zwiększonym udziałem wydatków na dzieci. Świadczenia na dzieci, których rodzi się na Islandii dużo, nawet w stosunku do krajów skandynawskich, również są niewielkie w stosunku do PKB.

Z modelem skandynawskim islandzki podziela oparcie się na zasadzie obywatelstwa – w przeciwieństwie do modelu minimalistycznego (USA, Kanada, Szwajcaria), który skierowany jest na potrzebujących oraz modelu bismarckowskiego, w kontekście europejskim zwanego kontynentalnym (Niemcy, Francja, Włochy), gdzie podstawą do wysuwania roszczeń są praca i potrzeby rodziny. Zasadniczą różnicą jest udział sektora prywatnego w opiece społecznej oraz uzależnianie wysokości zasiłków od wysokości uzyskiwanych dochodów.

Dodatkowo w latach 90-tych islandzki model przeszedł szereg zmian w duchu neoliberalnym, z których najważniejsze to: rosnące znaczenie opłat w opiece zdrowotnej i szkolnictwie; zarówno zasiłków jak i systemu podatkowego pozbawiono najważniejszego celu jakim w krajach skandynawskich pozostaje wyrównywanie dochodów. Zwiększyła się też wtedy przepaść między wysokością zasiłków a wysokością zarobków. Do czasu kryzysu, obalenia rządu i przejęcia władzy przez lewicę, zasiłek dla bezrobotnych wypłacany był na Islandii w wysokości nie przekraczającej linii ubóstwa.

W służbie zdrowia, podobnie jak w Polsce, specjaliści mają prawo do prowadzenia prywatnej praktyki. Poza opłatami istnieje także możliwość „przeskakiwania kolejki” przy pomocy opłat [co w zasadzie jest formą zinstytucjonalizowanej korupcji, ale widoczne jest dopiero, gdy rośnie ilość osób ubogich tj. "przeskakiwanych"]. Co więcej, opiekę nad osobami starszymi na Islandii, w tym chorymi, sprawują głównie różnego rodzaju NGOsy, a nie państwo. I jest to znaczącym odstępstwem w stosunku do modelu rozwijanego przez sąsiadów. Od 1997 roku zwiększono na Islandii rolę prywatnych uczelni wyższych. Otrzymują one tyle samo pieniędzy za każdego studenta, co przy danej tylko im możliwości podnoszenia opłat za studia skutkuje ich gwałtownym rozwojem.

O tym, że Islandia nie rozwijała zasad Beveridge przesądziła najprawdopodobniej dominacja partii centro-prawicowych (Partia Niepodległości), podczas gdy na kształt systemu skandynawskiego miały wpływ przede wszystkim partie socjaldemokratyczne. To, że islandzki model pozostał bliski rozwiązaniom anglosaskim, a nie przesunął się w kierunku minimalistycznego – północnoamerykańskiego, Islandia zawdzięcza związkom zawodowym, którym w latach 60-tych i 70-tych nawet przy sprzeciwie organizacji pracodawców i Partii Niepodległości udało się przeforsować i rozwinąć różne aspekty socjalnych zabezpieczeń.

Ciekawe czy gwałtowna śmierć neoliberalizmu [patrz: poprzedni wpis] oraz nagromadzony i znacjonalizowany dług będą miały wpływ na odnowienie “zasady równości” na Islandii.


„Projekt został zrealizowany przy wsparciu udzielonym przez Islandię. Liechtenstein i Norwegię, poprzez dofinansowanie ze środków Mechanizmu Finansowego Europejskiego Obszaru Gospodarczego oraz Norweskiego Mechanizmu Finansowego w ramach Funduszu Stypendialnego i Szkoleniowego”.

1 komentarz:

Gen Disobey pisze...

Może powinienem dodać, że w zasadzie różnice można by zabawnie sprowadzić do tego, że Szwecja, Dania i Norwegia to królestwa, a mała Islandia jest... REPUBLIKĄ!