Pokazywanie postów oznaczonych etykietą imigranci. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą imigranci. Pokaż wszystkie posty

21 czerwca 2015

Pogłoski o śmierci edukacji krytycznej okazały się mocno przesadzone...

Kilka dni temu trójka z nas wzięła udział w V Międzynarodowej Konferencji Edukacji Krytycznej “Analiza, edukacja, działanie. Edukacja krytyczna na rzecz ekonomicznej i społecznej sprawiedliwości”, która odbyła się 15-18.06.2015 r. w Dolnośląskiej Szkole Wyższej. Będąc  jeszcze pod wpływem odbywających się tam dyskusji, postanowiliśmy podzielić się naszymi spostrzeżeniami. Może dla tych, którzy oburzają się, że neoliberalne instytucje opłacają udział w lewicowych zjazdach (a taki głos pojawił się gdzieś w dyskusji), warto zaznaczyć, że jedno z nas opłaciło swój udział ze środków uniwersyteckich, drugie - ze środków własnych, a trzecie - nie opłaciło go wcale, nie mając żadnych wolnych środków do dyspozycji i licząc, że organizatorzy wezmą sobie do serca hasło, że “Wiedza nie jest towarem” i nie będą wyganiać głodnych wiedzy słuchaczy. Udało się, choć trzeba powiedzieć, że wbrew ewidentnej lewicowości konferencji, nie zachęcano do udziału w niej osób nie mogących sobie pozwolić na drogie wpisowe, a znamy też dwoje doktorantów, którzy właśnie z powodu braku środków na konferencję nie przyjechali, mimo że znaleźli się w jej programie. Tak czy inaczej, udział wzięliśmy i bardzo się z tego cieszymy.

Były to cztery dni prawdziwej intelektualnej uczty. Cztery dni dyskusji w mniejszych i większych gronach, przy kawie, przy fantastycznym wegańskim cateringu i podczas różnych sesji (choć, jak zauważyło kilka osób podczas kończącej całe wydarzenie ewaluacji konferencji – czasu na dyskusje, zwłaszcza przy wykładach plenarnych, było za mało).



Choć wydarzenie jako całość było niesłychanie ciekawe (chyba najciekawsza konferencja, na jakiej byliśmy, a byliśmy na wielu), to nie obyło się też oczywiście bez zgrzytów. Szokować mogła arogancja i samozadowolenie jednego z polskich profesorów, przejawiająca się zarówno w tonie, jak i treści jego wypowiedzi, a także jego brak szacunku nie tylko do poglądów innych uczestników, ale też do pracy moderatora i tłumaczy. Na szczęście takich zgrzytów nie było wiele. Po drugiej stronie szali stały nie tylko organizatorki (tak, konferencja organizowana była przede wszystkim przez kobiety), starające się rozluźniać atmosferę, ale też np. jedna z moderatorek, Anna Dzierzgowska, która przy aplauzie zebranych, nie pozwoliła na skrócenie się przerwy dla tłumaczy kabinowych, doceniając ich ogromny wysiłek. Trzeba przyznać, że organizacja tłumaczeń kabinowych była jedną z dużych plusów konferencji, bo jak widzieliśmy, nie wszyscy polscy uczestnicy rozumieli język angielski.

Konferencja zgromadziła ok. 300 osób z 18 różnych krajów (o ile dobrze pamiętamy) – w tym z Nigerii, Islandii, Chile, przy czym największe grupy pochodziły z Polski, Turcji, Grecji i Wielkiej Brytanii. Wśród polskich uczestników byli przede wszystkim badacze i badaczki, ale też przedstawiciele organizacji pozarządowych i ruchów społecznych, niektórzy poza prowadzeniem badań związani są też z Krytyką Polityczną czy Partią Razem, choć te podwójne czy potrójne afiliacje nie były widoczne w samym programie.

Spróbujemy opisać tu najciekawsze - naszym zdaniem - elementy konferencji, podkreślając jednak, że choć wymienialiśmy się, to nie mogliśmy uczestniczyć we wszystkich sesjach, gdyż było ich bardzo dużo. Nawet jeśli w nich uczestniczyliśmy, to nie zawsze udawało nam się utrzymać skupienie i uwagę na tyle, by wyłuskać wszystkie najważniejsze wnioski.

Nasze ścieżki:
  • s.plenarna 1 - 1F - 2E - s. plenarna 2 - 3A - s. plenarna 4 - 4G - promocja książki - plenarna 5 - 5D - 6A - 7B - 8C - zakończenie  
  • s.plenarna 1 - 1A - 2D - s. plenarna 2 - 3D -  s. plenarna 4 - 4G - (promocja książki) - plenarna 5 - 5B - 6B - 7E - 8G - zakończenie 
  • s.plenarna 1 - 1F - 2B - s. plenarna 2 - s. plenarna 3 - 3A - s. plenarna 4 - 4G - (promocja książki) - s. plenarna 5 - 5D - 6A - s. plenarna 6 - s. plenarna 7 - 7B - 8C - zakończenie
Mamy nadzieję, że czytelnicy wybaczą nam brak podawania tytułów naukowych przed wieloma nazwiskami, ale zgodnie z prawdziwie anty-hierarchicznymi zasadami, nie widniały one w programie.

Ramowanie konferencji
Nigdy nie widzieliśmy otwarcia konferencji, które wzbudziłoby tyle emocji, co otwarcie ICCE w wykonaniu Dave’a Hilla. Szczerą deklaracją, że jest nie tylko marksistą, lecz wręcz trockistą stworzył ramy konferowania umożliwiające dyskusję prawdziwie akademicką, bo oderwaną od rzeczywistości, w której przyszło nam żyć. Dzięki niemu większość badaczy z Polski poczuła się we Wrocławiu “obcokrajowcami” - bo, jak podkreślał w swoim wystąpieniu prof. Tomasz Szkudlarek, “mamy w Polsce alergię na marksizm” i na myślenie o równości, skażeni doświadczeniem PRL-u - a z drugiej strony, nie mamy innego języka krytykowania kapitalizmu. Wrażenie pogłębić się mogło po prezentacjach walk nauczycieli, uczniów i studentów z Turcji, Grecji czy Indii, przy których polskie dylematy wyglądały jak problemy krajów bogatej Północy. Badacze z Polski nawet jeżeli w swoich środowiskach postrzegani byli za (lewicowych) radykałów, to na tej konferencji okazywali się zaledwie liberałami, niektórzy zaczęli wręcz tłumaczyć się ze swego konserwatywnego-liberalizmu. W zasadzie już w czasie otwarcia konferencji stało się jasne, dlaczego na świecie pedagogika krytyczna żyje, a w Polsce na konferencji “Pedagogika krytyczna dziś. Pytania o teorię i praktykę.” (Uniwersytet Gdański, 2012) ogłoszono jej śmierć.

Stars and superstars
Choć na początku konferencji Dave Hill podkreślał jej antyelitaryzm i to, że prawdziwymi gwiazdami byli wszyscy jej uczestnicy, to kult celebrytów był obecny i tu. Niby uczestnicy mieli być gwiazdami, ale to właśnie uczestnicy pokazali jak bardzo wzory kultury popularnej przeżarły społeczność akademików i aktywistów. Od samego początku do końca konferencji robiono sobie zdjęcia z Peterem MacLarenem, który co prawda nie wiedział, koło kogo stoi, ale chętnie wchodził w rolę zakopiańskiego misia i pozował do zdjęć z kolejnymi osobami i grupami.

Marks wszędzie - Marksa nigdzie
Niektórzy uczestnicy konferencji deklarowali podczas ostatniej sesji, że nieustannie podczas konferencji mówiono o Karolu Marksie. My z kolei zdziwieni byliśmy, że niewiele się o Marksie mówiło. Owszem, podczas otwarcia padło kilka deklaracji odnośnie bycia marksistą (lub nie) oraz - podczas promocji książki McLarena - deklarowano czytanie Marksa (lub nie). McLaren podczas otwarcia tłumaczył pojęcie “negacja negacji”, ale robił to niejako mimochodem. Jeszcze bardziej pobieżnie (coś w rodzaju “nie zgadzam się i nie mam czasu tłumaczyć dlaczego”) odniósł się zresztą do korekty marksizmu w wykonaniu autonomistów, która akurat w Polsce, dzięki pracy redakcji Praktyki Teoretycznej zaczęła zajmować należne jej miejsce. Zabrakło nam teoretycznego panelu z dyskusją o kategoriach i terminach marksizmu i ich potencjału w badaniach edukacyjnych. Taka dyskusja odbyła się za to wokół pojęcia urządzenia/dyspozytywu w myśli  Foucaulta, z ciekawymi wypowiedziami Maksymiliana Chutorańskiego, Agnieszki Dziemianowicz-Bąk, Heleny Ostrowickiej i Astrid Męczkowskiej-Christiansen.

Dziękujemy Ci Ravi Kumar!
Jeżeli prezentacje uczestników podzielić na takie, dzięki którym dowiadujemy się czegoś o świecie oraz na takie, dzięki którym dowiadujemy się czegoś o ludziach, to panel w którym wzięli udział: Guy Senese, Bogusław Śliwerski, Robert Kwaśnica i Ravi Kumar miał w sobie wszystko. Było to najbardziej przygnębiające i dziwaczne doświadczenie konferencji - przynajmniej dla tych pedagogów, którzy pielęgnują w  sobie myśl o jakiejś wspólnocie uczonych - widać w nim było okopywanie się na swoich pozycjach i niemożność porozumienia. W kilkadziesiąt minut można było zrozumieć, co może stać się z pedagogami krytycznymi, jeśli nie uda im się dokonać omówionej przez McLarena “negacji negacji”, czyli gdy mimo zmiany warunków, w jakich odbywa się dzisiaj edukacja, wciąż prowadzić będą walkę z PRL-em. Referaty w tej sesji były wyjątkowo lokalne, choć występujący na końcu Ravi Kumar umiał obrócić to na swoją korzyść. Do przedmówców zdystansował się, w milczeniu pokazując slajdy ze zdjęciami policyjnej przemocy wobec nauczycieli, w tym zdjęcia dzieci jako ofiar walk o lepszy świat oraz zdjęcia warunków, w jakich odbywa się edukacja w tej części świata, o której on zamierzał mówić. Dopiero gdy dzięki obrazom publiczność nabrała dystansu do uprzywilejowanych warunków, w jakich konferowaliśmy, Ravi opowiedział, jak wraz ze studentami spotykają ludzi z najniższych kast społecznych, którzy dzięki temu, że są częścią ruchów społecznych, wyemancypowali się na tyle, że nawet on - człowiek wykładający teorie socjologiczne - czuł się wobec nich studentem. Podnoszone przez Raviego kwestie znaczenia uczenia się w ruchach społecznych (w tym nauczania bez oceniania) były na tyle przekonujące, że rodziło się pytanie: Czy ruchy społeczne odnoszą jakiekolwiek korzyści z kontaktów ze światem akademickim? Bo co do tego, że z owoców walki ludzi wykluczonych mogą korzystać klasy uprzywielejowane (w tym przypadku: studenci i akademicy w Indiach) zostaliśmy przekonani. To pytanie zresztą pojawiało się także później, w dyskusjach, ale i w sesji, w której braliśmy udział i podczas której Cassie Earl opowiadała o londyńskim ruchu Occupy, a Tuğçe Arikan - korzystając z najważniejszych teorii uczenia się w ruchach społecznych opisywała tureckie protesty w ruchu obrońców Parku Gezi.

System czuwał

Chile
Sympozjum zorganizowane wokół problemów badania edukacji w Chile zaskoczyło wysoką i zrozumiale komunikowaną świadomością uwikłań badaczy w produkcję wiedzy akademickiej. Szczególnie zachwyciła prezentacja Ximeny Galdames, która stosując metaforę potwora, poruszyła problem relacji badacz-badany. Podzieliła się ze słuchaczami swoimi wątpliwościami i obawami związanymi z narzucaniem przez badacza z góry określonych kategorii w trakcie badań etnograficznych. Forma prezentacji i ekspresyjny styl chilijskiej badaczki skłoniły również do refleksji na temat innego sposobu użycia języka w komunikacji naukowej, który jak się okazuje, nie musi być nudny, a wystąpienie może być bardziej zbliżone do performensu niż do schematycznej prezentacji powerpointowej. Powstało też wrażenie, że chilijscy badacze radzą sobie ze swoją latynoską tożsamością znacznie lepiej niż polscy badacze ze swoją [środkowo-]wschodnią europejskością.

Jeśli chodzi o formę, to również ciekawie swój temat zaprezentowała Cassie Earl. Pokaz slajdów stanowił dynamiczne tło dla odczytywanego niczym poemat referatu na temat ruchu occupy i kategorii pustego znaczącego. Dzięki jej wystąpieniu można było zrozumieć jak to się dzieje, że ruchy społeczne nasycają znaczeniami słowa i pojęcia do tego stopnia, że nawet używanie ich potem w dyskursie akademickim powoduje, że przechodzą nas tzw. ciarki. Occupy Everything that Matters!

Wśród referatów znalazły się też niezwykle mocne i przejmujące wypowiedzi dotyczące krytyki edukacji osób z niepełnosprawnościami. Szczególną uwagę zwracała wypowiedź Julii Carr na temat edukacji dzieci z syndromem Aspargera w Anglii, zwłaszcza programu “social skills interventions”, który choć przyczynia się do podejmowania przez nich bardziej społecznie akceptowanego zachowania, to uczy ich też, że społeczeństwo ma prawo ich etykietować, przez co obniża ich samoocenę i determinację do działania. Inną wyjątkowo zapadającą w pamięć wypowiedzią był referat Anayiki Chopry, wskazującej na ułudę inkluzywności edukacji wobec osób z zaburzeniami ze spektrum autystycznego w Indiach. Pokazywała ona bardzo różne traktowanie dzieci autystycznych - od otwartości i akceptacji na terenach wiejskich (choć mniej w stosunku do autystycznych chłopców), po wstyd i brak akceptacji, szczególnie w rodzinach autystycznych dziewczynek w miastach. Referat autorka zakończyła pięknym wierszem i podziękowaniami dla tych, dzięki którym mogła przebyć pół świata, żeby opowiedzieć innym o trudnej sytuacji indyjskich dzieci autystycznych. W obliczu takiej wypowiedzi i tylu nadziei wiązanych z prezentacją swoich badań dla niewielkiej przecież, ok. 20-osobowej publiczności, żal było, że prezentacje nie były nagrywane. Ich publikacja w sieci, za zgodą referujących, mogłaby znacząco przyczynić się nie tylko do samego rozpowszechniania wyników badań, ale też do zmiany społecznej, którą postulowało przecież wielu uczestników konferencji.

Nagrano szczęśliwie jedną z plenarnych sesji - z bardzo ciekawymi wypowiedziami Petera MacLarena, Tomasza Szkudlarka i Mirosławy Nowak-Dziemianowicz:


Podczas konferencji było też kilka bardzo ciekawych prezentacji dotyczących migracji. Maria Jarmuszczak zastanawiała się nad kwestią nauczania dzieci uchodźców w Polsce języków (wskazując dlaczego uczenie ich języka polskiego nie zawsze jest najlepszym rozwiązaniem), Monika Popow opowiadała o swojej pracy w Centrum Wsparcia Imigrantek i Imigrantów w Gdańsku, a Anna Woźniczka i Anh-Dao Tran - o edukacji dzieci-migrantów na Islandii. Bardzo ciekawa była też wypowiedź Hany Cervinkovej, opisująca trudną sytuację dzieci i rodziców niebędących Polakami-katolikami w polskich szkołach czy nawet na uczelniach wyższych. Może jedynym zgrzytem było tu wystąpienie jednego z członków amerykańskiej Polonii, twierdzących wbrew oczywistym faktom, że “w ogóle nikt” w Polsce nie interesuje się emigrantami i nikt ich nie bada.

Szkolnictwo publiczne czy alternatywne?
Jednym z ciekawych problemów poruszanych podczas różnych sesji był ten o szkolnictwie publicznym i prywatnym. Dave Hill podczas wykładu „Budowanie szkolnictwa dla równości”, wymienił 20 punktów, o które należy walczyć, by edukacja była prawdziwie krytyczna i dążyła do równości. Było to m.in. bezpłatność edukacji od przedszkola do uniwersytetu, usunięcie ze szkół działalności dla zysku (choćby w formie prywatnych stołówek czy firm sprzątających) i brak selekcji w edukacji. Inne punkty dotyczyły jakości edukacji, np. uczenia w małych grupach, demokratycznego podejmowania decyzji, sekularyzmu, wspierania krytycznego myślenia i zwalczania dyskryminacji i przemocy szkolnej (także psychicznej, bullyingu, o czym pisaliśmy też tu). Choć taka wizja edukacji jest marzeniem wielu, to wiara w to, że taka systemowa i całościowa zmiana w edukacji jest możliwa, nie jest już szeroko podzielana. Zresztą, jak wskazywali dyskutanci w sesji poświęconej zmianie (Grzegorz Mazurkiewicz, Katarzyna Gawlicz, Piotr Zamojski), sami nauczyciele nie wierzą w zmianę i swoją sprawczość, oddają ją w ręce dyrektorów szkół czy przedszkoli, a ci z kolei delegują ją jeszcze wyżej. Ale brak wiary w zmianę szkolnictwa publicznego przy jednoczesnych wysokich wymaganiach wobec edukacji sprawia, że część osób wybiera zmianę poprzez wyjście. Mówił o tym rektor Dolnośląskiej Szkoły Wyższej (nb. prywatnej placówki, organizującej całe wydarzenie), prof. Robert Kwaśnica, twierdząc, że walczy z systemem poprzez wyjście z niego. Ale mówiła o tym także jedna z matek, która zapisała swoje dzieci do jednej z “wolnych szkół” (działających formalnie jako edukacja domowa), wskazując, że jej dzieci są małe TERAZ i nie ma czasu na czekanie, aż system się zmieni na lepsze. Na pułapki wynikające z takiego podejścia zwracała uwagę podczas dyskusji m.in. prof. Maria Mendel, zastanawiając się, dlaczego zamiast tworzyć nowe szkoły, ucieka się do „edukacji domowej”. Zabierając uczniów ze szkół publicznych, utrudniamy pracę tym drugim, które nie tylko borykają się wtedy z większymi problemami finansowymi, już i tak niemałymi przy niżu demograficznym, ale też sprawiamy, że szkoła publiczna staje się miejscem wyłącznie dla mniej zamożnych osób. Z drugiej strony, trudno odmówić racji rodzicom, którzy, jak wskazywały badaczki tego rodzaju szkół, Danuta Uryga i Marta Wiatr, boją się posyłać swoje dzieci do szkoły publicznej, gdzie nie ma obecnie miejsca na indywidualność dzieci i demokrację. Są to głównie rodzice wykształceni, pochodzący z klasy średniej, zaangażowani, refleksyjni, ale też mocno zdyscyplinowani i niedopuszczający możliwości porażki.

W tęsknocie za integrującą wszystkich szkołą publiczną warto zauważyć, że samo „wrzucenie” dzieci z różnych środowisk dzieci do jednej klasy bez programów integracyjnych i anty-bullyingowych nie sprawi, że będą one umiały ze sobą współpracować - tak jak i nauczyciele, którzy według przedstawianych w innej sesji badań szybko rezygnowali z pracy grupowej. Niestety podczas konferencji nie usłyszeliśmy żadnego referatu na temat warunków dobrej współpracy i integracji w grupie, a jak pokazywał referat prowadzącej Wrocławską Wolną Szkołę “Mozaika”, Agaty Wolskiej-Kusiak, nawet same założenia demokratyczne nie wystarczą do owocnej współpracy, konieczne jest podejście konsensualne. W tym kontekście niezwykle ciekawa była też wypowiedź Federico Fariniego i Angeli Scollan, pokazujących różnicę między szkołami wolnościowymi, bazującymi na przykładzie szkoły Summerhill, a szkołami anarchistycznymi, takimi jak barcelońska Escuela Moderna. Ten pierwszy nurt (do którego można zaliczyć wszystkie obecne “szkoły demokratyczne” czy “wolnościowe”, powstające w Polsce) oparty jest na ochronie dzieci przed złym wpływem społeczeństwa i instytucji publicznych, przy czym zakłada się, że dzieci - z natury dobre, same z siebie rozwiną się jako jednostki dobre i kreatywne, więc należy unikać wywierania na nie wpływu. Ten drugi nurt z kolei bierze pod uwagę niejednoznaczność natury ludzkiej (niebędącej z gruntu i z natury wyłącznie dobrą). Zakłada aktywną edukację moralną dzieci, ich wychowanie do zmiany społecznej, nieobawianie się zajęcia pozycji w społeczeństwie, gdyż zostawienie dzieci samych sobie doprowadzi jedynie do reprodukcji hegemonistycznych wartości. Wolność - tak ważna dla obu nurtów - jest tu wolnością od wyzysku, podczas gdy w szkołach typu Summerhill jest to wolność od ograniczeń. Oba nurty są przeciwne autorytarnemu, sformalizowanemu i sztywnemu nauczaniu, nie ma w nich oceniania i karania - warto więc, w obliczu szybko rosnącego obecnie zainteresowania szkołami alternatywnymi, zastanowić się nad tym podziałem i swoim stosunkiem do niego.

Opisu ciekawych alternatyw edukacyjnych trochę brakowało, choć warty zauważenia był referat Rozalii Ligus o wrocławskiej szkole Szalom Alejchem. Międzykulturowe uczenie się i zwrócenie uwagi na miejsce i wiedzę lokalną było obecne nie tylko w tym wystąpieniu, ale i w niezwykle ciekawej opowieści Aleksandry Glabińskiej na temat nauczania ludu Yonglu, jednych z rdzennych mieszkańców Australii.

Dostało się też uniwersytetom
Wystąpień i relacji z badań analizujących różne aspekty funkcjonowania wyższych uczelni było wiele. Niestety, jak zauważyło kilka osób, uczestniczenie w poświęconych uniwersytetowi sesjach było formą masochizmu, ponieważ nawet jeśli wśród uczestników były osoby współtworzące intrygujące alternatywy (patrz: Student as a Producer), to dominowały relacje pokazujące indywidualną i kolektywną bezradność naukowców wobec zmian.



Pracowników polskich uczelni zelektryzowało wystąpienie Tomasza Szkudlarka, który zobrazował świeżym przykładem (zmiana warunków umowy o pracę) sposób, w jaki dokonuje się na uniwersytetach grodzenie wiedzy. Teza jego wystąpienia może nie była nowa, bo pokazywał historyczne przesuwanie się procesów utowarowienia od ziemi, przez pracę i pieniądz, po wiedzę właśnie. Konsekwencjami tych procesów jest to, że uniwersytety z miejsc, w których przechować się mogli działacze ruchów społecznych, stały się polem walk, z czego zdaje sobie jednak sprawę wciąż niewiele osób. Dyskusja zakończyła się radą, by “pracownicy wiedzy” zaglądali na strony internetowe instytucji, w których są zatrudnieni.

Krytyczne poradoznawstwo i praca socjalna
Poza wystąpieniami dotyczącymi edukacji, był też panel poświęcony krytycznej pracy socjalnej i poradnictwu, ze świetnym wystąpieniem prof. Alicji Kargulowej na temat nurtu krytycznego w poradoznawstwie na przestrzeni ostatnich 40-u lat, dotyczącym m.in. zagadnień refleksyjności doradców i osób z doradztwa korzystających, a także sprawowania władzy poprzez poradnictwo. Na wagę krytycznej refleksji w pracy socjalnej wskazywała z kolei Anna Kola, wskazując na przypadki stosowania przemocy fizycznej i dyskryminacji wobec tzw. klientów pomocy społecznej, w tym kobiet w Domach Pomocy Społecznej (pensjonariuszek i opiekunek) oraz na łamanie prywatności osób korzystających z pomocy.

Wnioski na potem...
To sprawozdanie jest formą podziękowania wszystkim uczestnikom i organizatorom za współtworzenie wydarzenia zarówno wysokiej próby pod względem akademickim (co przestało być typową cechą konferencji naukowych), jak i inspirującego pod względem aktywistycznym, czego w Polsce dotąd nie doświadczaliśmy na akademickim poziomie. Podczas zakończenia, jedna z organizatorek, Mirosława Nowak-Dziemianowicz powiedziała “Kiedy przygotowywaliśmy tę konferencję, wiedzieliśmy jak wiele nas różni”. Co łączy? “Łączy [...] doświadczenie opresji. Nie chcemy takiego świata. Chcemy zmieniać świat.”  Ten duch był obecny podczas całego wydarzenia. Nie był ono jednak - mimo radykalizmu wielu wypowiedzi - natrętny. “Nie przyjechaliśmy tu indoktrynować, lecz dyskutować” - wyznał jeden z organizatorów poprzednich konferencji, Kostas Skordoulis. Dzięki świetnej organizacji konferencji, apetyty i oczekiwania rosły - postulowano więc przy kolejnych spotkaniach (następne konferencje edukacji krytycznej odbędą się w Anglii, w 2016 roku, a rok później w Ankarze) więcej pola do dyskusji i dialogu, wyjście poza tradycyjne referaty ku innowacyjnym formom nauczania i warsztatom. Wołano też o przywołanie kontekstu krajów rozwijających się, szczególnie Afryki, który to kontekst był tu niemal zupełnie nieobecny, a także o “otwarcie” koncepcji edukacji, szczególnie w kierunku ruchów społecznych i innych przestrzeni edukacyjnych.

Mamy nadzieję, że udało się pokazać intensywność i wielowątkowość opisywanego tu wydarzenia, a tych, którzy chcieliby jeszcze więcej poczytać na temat tejże konferencji, odsyłamy do oficjalnej strony, wydarzenia na FB, opublikowanych zdjęć i sprawozdania Damiana Muszyńskiego.



7 września 2013

Lekcje chińskiego

W Chinach migrujące dzieci nie mają prawa do edukacji publicznej, więc uczęszczają do szkół prywatnych, często oferujących edukację na dość niskim poziomie. Wiele z tych dzieci nie kończy szkoły. Dlaczego? Polecamy film dokumentalny, w którym pokazane są historie trojga chińskich dzieci w szkole skupiającej migrantów wewnętrznych - perełka dla osób zainteresowanych edukacją, nie tylko związaną z migracjami. Można obejrzeć go tu:


Chinese Lessons - Viewfinder - Asia2013 - Al Jazeera English

18 maja 2011

Dzień ostatni badań w Tunisie

Communiqué z Tunisu

18. maja 2011


Delegacje Knowledge Liberation Front, sieci Welcome to Europe oraz wielu innych aktywistów i aktywistek z grupy NoBorder, Soliplenum Revolte (Gottingen), Afrique-Europe-Interact oraz ABCDS (Oujda, Morocco) współpracowały ze sobą w ramach wielu inicjatyw w Tunisie, po to, by przeprowadzić badania bojowe na gruncie tego złożonego i niezmiernie istotnego politycznego laboratorium, jakim jest dzisiaj „post-rewolucyjne” społeczeństwo tunezyjskie.


Podstawą naszej współpracy jest współdzielony, strategiczny cel kontynuowania walk w obronie wolnego przepływu ludzi i wiedzy oraz przeciwko korporatyzacji systemów edukacyjnych, prekaryzacji oraz reżimowi granic państw narodowych. Nasza inicjatywa jest przede wszystkim polityczną deklaracją: przestrzeń walki i społecznej transformacji to przestrzeń ponadnarodowa, nieustanni naznaczana mobilnością żywej pracy oraz konfliktami związanymi z tym procesem. W rzeczy samej, spotkaliśmy ludzi, grupy, aktywistów zaangażowanych w ruch rewolucyjny jak również tych, którzy skupieni są na kwestiach migracji.


Nasza współpraca na gruncie tunezyjskiego laboratorium jest pierwszym, ważnym krokiem w stronę organizacji wspólnych kampanii i inicjatyw w najbliższej przyszłości. W ciągu kilku następnych dni stworzymy platformę, na której będziemy się dzielić zgromadzonymi materiałami i dokumentacją badawczą. Wspólnie uczestniczyliśmy w spotkaniu z Front de Liberation Populaire Tunisien oraz innymi aktywistami, którego celem była praca przygotowawcza spotkania w Tunezji, we wrześniu 2011 roku.

9 marca 2009

Opór i muzyka

Natknęliśmy się dzisiaj na interesującą serię programów w telwizji Aljazeera - "Music of resistance". Czasami muzyka nie tylko mówi o zmianach społecznych, czasami przynosi zmiany. Czasami samo zaangażowanie i tworzenie zmienia świat, bo poszerza się ilość wariantów życia, ilość reakcji, jakie ludzie mogą podjąć po doświadczeniach przemocy.

Te filmy nie klasyfikują muzyki według rodzaju. Koncentrują się na inicjatywach, które mają ambicję zmiany tego, co jest.

Trzy wybrane przykłady: z Brazyli, Mozambiku i Portugalii łączy nie tylko język portugalski. Mieszkańcy brazylijskich faveli potrzebują czegoś, co ich połączy, co nauczy dzieci żyć bez narkotyków. Mieszkańcy zapomnianych wiosek potrzebują prostych technologii i muszą nauczyć dzieci zasad higieny. Biedota w Europie uczy się szacunku do siebie, żeby przestać walczyć ze sobą.

Warto zwrócić uwagę na zaangażowanie mężczyzn w tworzenie muzyki. Badacze społeczeństw w kryzysie często zwracają uwagę na rolę młodych mężczyzn. Oni najbardziej potrzebują społeczeństwa, bo często są największym dla niego zagrożeniem.

Brazylia...





Mozambik...






Portugalia...




19 listopada 2008

Wielokulturowość w szkole i społeczeństwie duńskim

Serdecznie zapraszamy na otwarte seminaria
Koła Naukowego Na Styku.

Pierwsze seminarium:

Wielokulturowość w szkole i społeczeństwie duńskim

odbędzie się w poniedziałek, 24.11.2008
w godz. 10:00 – 12:00
w sali nr 39, IP

16 listopada 2008

Arizona

Poniżej filmik na temat asymilacji kulturowej i językowej w Arizonie - szokujący, zwłaszcza jeśli weźmie się pod uwagę, że USA są w wielu krajach (np. w Danii) podawane za przykład udanej polityki dwujęzyczności w szkołach i służą jako model w rozwoju polityk w innych krajach:

3 kwietnia 2007

Rasizm i psychoanaliza

Spotykam od niedawna ludzi, którzy twierdzą otwarcie, że są rasistami. I nie byłoby w tym nic dziwnego, skoro mieszkam w Polsce, ale ci ludzie nie wydają się być z tego powodu jakoś szczególnie dumni. Powołują się oni na swoje doświadczenia z pracy za granicą lub w korporacjach. Ich deklarowany rasizm jest raczej rozczarowaniem niż koncepcją ideologiczną. Można to odczytać z ich wypowiedzi typu "Na początku byłam bardzo otwarta/byłem bardzo otwarty...". Potem wielokrotnie doświadczali zachowań, które dla nich były poniżające. A, że nie potrafili wskazać innego kryterium doboru ofiary (czyli siebie) jak tylko rasowe, to warunkiem akulturacji stało się dla nich przyjęcie postawy rasistowskiej.

Zastanawiające jest dla mnie to, że na takich ludzi w ogóle "nie działają" racjonalne argumenty. Jak choćby ten, że po obraźliwe, agresywne i upokarzające zachowania ludzi nie trzeba jechać daleko - wystarczy pójść do pobliskiej np. dyskoteki. Być może przynajmniej część postaw rasistowskich jest reakcją na konfrontację marzeń z rzeczywistością. Dwa dawne, ale wielkie polskie marzenia to "Zachód" i "międzynarodowe przedsiębiorstwo". Przy względnie zamkniętych granicach Polski Ludowej "sceną", na której "wyświetlać" można było swoje marzenia, snuć opowieści o lepszym życiu był "Zachód". A dla przyspasabianych do nowej rzeczywistości w tzw. wolnej Polsce ukoronowaniem edukacyjnych wysiłków było znalezienie się w "międzynarodowym przedsiębiorstwie". Co by to było, gdyby udało się znaleźć tam pracę, jakie możliwości zyskać można, gdy już się trafi do grona najlepszych, otwartych, wykształconych ludzi. I nawet jeżeli trzeba pracować po 12 godzin dziennie to przecież warto, bo po kilku latach takiej pracy każda "polska" firma przyjmie cię z otwartymi rękami i od razu na "kluczowe" stanowisko.

Okazuje się jednak, że te ekrany nie zawsze nadają się do wyświetlania swoich fantazji o lepszym życiu. Niezwykle trudno jest wytłumaczyć rozmarzonym ludziom, że społeczeństwa wielokulturowe nie są miejscem przebywania w odrętwieniu, ale są miejscem ścierania się interesów, walki o dominację czy o uprawomocnienie swojego punktu widzenia. Podobnie przedsiębiorstwa nie są miejscem, gdzie króluje współpraca i zrozumienie. Mało kto nie jest niezastąpiony, a bywa się też latami anonimową/anonimowym. Żeby wyrazić własne zdanie, sprzeciw czy choćby dowiedzieć się czy dziwaczne zachowanie szefa ma podłoże rasistowskie często trzeba się zjednoczyć, działać w związkach zawodowych. A na to nie wszyscy Polacy są gotowi. Nie po to przecież...

Przyrost doświadczeń powoduje, że "międzynarodowe przedsiębiorstwo" coraz częściej nazywane jest po prostu "korporacją", a MY i "Zachód" to po prostu bogata "Północ". Ekrany do marzeń zostały zniszczone. A nowych nie ma! Nie ma radosnej wizji przyszłości, nie ma pustej przestrzeni, na której można by cokolwiek wyświetlić. Zachód "zabrali nam" imigranci, którzy podbili go przed nami, a władza w przedsiębiorstwach zbyt często układa się nam etnicznie. Co robić jeśli nie znienawidzić tych, którzy nam to wszystko zrobili?

29 marca 2007

Bez papierów, bez praw...

Nauczycielskie związki zawodowe wezwały do jednodniowego (30 III) strajku w szkołach podstawowych w regionie Paryża. Bezpośrednim powodem protestu jest aresztowanie Valérie Boukobza-Rodriguez, dyrektorki jednej ze szkół, która czynnie przeciwstawiła się policjantom próbującym aresztować chińskiego nielegalnego imigranta odbierającego swoje wnuczki po lekcjach.[Libcom News] Przeciwko małemu tłumowi, który się zebrał policja użyła pałek i gazu łzawiącego. Jeden policjant został ranny, a jeden radiowóz zniszczony. Dyrektorka została oskarżona o zniszczenie własności publicznej. Aresztowana twierdzi, że jej interwencja była częścią jej obowiązków dbania o uczniów, których dziadek miał być aresztowany. W poniedziałek wieczorem, po jej aresztowaniu około tysiąca osób demonstrowało przeciwko deportacjom.[Libcom News]

Policja organizuje obławy na szkoły publiczne, bo stały się one częścią ruchu oporu przeciwko polityce wysiedlania nielegalnych imigrantów. Prawo zabrania deportacji, która podzieliłaby rodziny. Dlatego dziećmi (często przecież urodzonymi we Francji), których rodzice zostają aresztowani, opiekują się inni rodzice lub nauczyciele uniemożliwiając w ten sposób deportacjęBBC.

Organizacją działającą na rzecz edukacji bez granic jest sieć Réseau Éducation Sans Frontières. Tam znalazłem ten apel. Treść przesłania poniżej.

Jesteśmy dziećmi „bez papierów” (nielegalni imigranci)



„Bez papierów” to ktoś kto nie ma pozwolenia na pobyt, nawet jeśli jest we Francji od bardzo dawna.
Jak wielu z was, nasi rodzice pochodzą z innych miejsc.
Uciekli od przemocy, biedy.
Przybyli tutaj pracować i dać nam lepsze życie.
Niektórzy z nas tu się urodzili.
Bez z czy z papierami, Francja jest naszym krajem.
Żyjemy w czynszowych domach, umeblowanych mieszkaniach, stłoczeni w pokojach.
Każdego dnia, boimy się.
Jesteśmy przerażeni tym, że nasi rodzice mogą zostać aresztowani przez policję, gdy idą do pracy, kiedy jadą metrem.
Obawiamy, że zostaną zamknięci w więzieniu, że nasze rodziny zostaną rozdzielone i że odeślą nas do krajów, których nie znamy.
Mamy to na uwadze przez cały czas.
Nawet gdy jesteśmy w szkole.
Czy to normalne, aby bać się idąc do szkoły?
Ostatniego lata my i nasi rodzice byliśmy pełni nadziei, że ten koszmar się skończy. Mieliśmy nadzieję, że w końcu dostaniemy te pozwolenia.
Wypełniliśmy dokumenty, spędziliśmy dni i noce w kolejkach przed komisariatami.
Zarejestrowaliśmy się w biurach.
Myśleliśmy, że dostaniemy pozwolenia, że będziemy w porządku, że ten koszmar się skończy.
Wypełniliśmy wszystkie kryteria, a zostało nam powiedziane: Nie!
Bez uzasadnienia.
Teraz jesteśmy zagrożeni i musimy się ukrywać.
Dlaczego jest tak nie fair?
Nie chcemy żyć w strachu nigdy więcej.
Chcemy, żeby Francja nas zaadoptowała.
Chcemy mieć pozwolenia na pobyt, chcemy być w porządku.
Pozwólcie dorastać nam tutaj!

28 marca 2007

No Lager

Niedawno obejrzałem film „no lager – nowhere!” o radzeniu sobie z obozami dla uchodźców w Europie. Film ten nie poraża refleksyjnością, nie rozważa się w nim przyczyn rosnącej ilości „niezaproszonych” u bram Europejskiej Twierdzy. Film zbiera dokumentację z ataków na miejsca, gdzie latami przetrzymuje się ludzi. I jest to dla mnie osobiście zastanawiające, że oczekiwałem jakiejś głębszej analizy czy szerszego kontekstu problemu imigrantów, a być może powinno wystarczyć to, że na terytorium naszej wspólnej Unii Europejskiej poniżani są ludzie i łamane jest prawo.

Zatrzymani trafiają do obozów, bo nie mają dokumentów i nie potrafią udowodnić, że są uchodźcami i należy im się ochrona prawna. Podstawowym problemem administracyjnym jest odróżnienie uchodźców od emigrantów ekonomicznych (niepotrzebni pracodawcom, nielegalni są zawracani). Oczywiście w obozie możesz spędzić kilka lat, sytuacja w twoim kraju poprawi się na tyle, że ktoś w końcu obieca bezpieczeństwo i... wracasz donikąd.

Ale czy te tysiące „niezaproszonych” nie mogłyby po prostu przestać chcieć dostać się do Fortecy? Może oni nie wiedzą, że w drodze mogą zginąć? A nawet jeśli im się uda, spędzą lata w quasi-więzieniach. Czy rozwiązaniem mogłaby być edukacja? Ale jaka?

Gdyby tak, na masową skalę uczyć ludzi procedur i pokazywać im, co ich czeka, to paradoksalnie tacy uczniowie zyskaliby kompetencje, których wolelibyśmy, żeby jednak nie mieli. Wyruszenie do Europy mogłoby stać się możliwą drogą życiową, o której wiedziałoby się więcej niż o innych możliwościach. Moglibyśmy opowiadać jak to u nas nie jest tak fajnie jak widać na reklamach w TV. Europejczycy "jadą na prozaku", nie potrafią żyć wolniej, choćby chcieli itp. Tyle, że uzyskalibyśmy efekt raczej komiczny. Byłby podobny do tego, gdy w Polsce słyszymy o duńskich więzieniach, w których tak bardzo się pogorszyło, że kwateruje się po 2 osoby w jednej celi. To może, zamiast edukacji, skorzystać z dobrodziejstw marketingu? Wybudować w Afryce miliony billboardów kreatywnie i niepowtarzalnie zniechęcających do przyjazdu?

To interesujące, że być może łatwiej zalać jakieś kraje produktami niż pozwolić ludziom swobodnie przemieszczać się. Badiou we fragmencie "Prawda przeciw prawu" ze „Świętego Pawła” problem relacji między imigrantami a kapitalizmem formułuje przerażająco dosadnie:
„Wszystko, co krąży, staje się jednostką obrachunkową i odwrotnie - krąży tylko to, co da się porachować. Co więcej, zasada ta objaśnia paradoks, który dostrzegło niewielu: w dobie uogólnionego krążenia i fantazmatu błyskawicznej komunikacji kulturowej wszędzie mnoży się prawa i regulacje zabraniające przepływu osób. Również we Francji napływ cudzoziemców jeszcze nigdy nie był tak niski jak w ostatnim okresie! Wolne krążenie tego, co da się policzyć, przede wszystkim kapitału - tak! Wolne krążenie tego, co nieskończenie niepoliczalne, czyli poszczególnego życia ludzkiego - nigdy! Kapitalistyczna abstrakcja pieniężna z pewnością jest czymś osobliwym, ale jest to ten rodzaj osobliwości, który nie zważa na żadną inną osobliwość.”
Warto jednak zastrzec, że to iż imigranci „nie pasują” do kapitalizmu wcale nie oznacza że kiedykolwiek zechcą mu się przeciwstawić! Ludzie, którzy porzucają swoje strony z tzw. powodów ekonomicznych nie wierzą, że INNY ŚWIAT JEST MOŻLIWY. Raczej ulegli fascynacji towarem. Chcą być tam, gdzie jest więcej CARGO (tak jak Polacy kiedyś chcieli mieć TYLKO pełne półki). Ujmując to dosadniej, swoją obecnością w Europie wydłużą kolejki w McDonaldzie. I chyba jest to ten rodzaj smutnej refleksji jaka była udziałem socjalistów, gdy w 1914 roku zobaczyli z jaką łatwością proletariat poszedł na nacjonalistyczną wojnę.

Czy masowy, niemy ruch społeczny ludzi, którzy uciekają z biednego Południa w kierunku bogatej Północy w obecnym kształcie świata można więc tylko penalizować? Reakcją na obozy w środku Europy jest zorganizowany opór (jak na filmie). Pojedyncze akcje nie zmieniają świata, ale przynajmniej podnoszą koszty niegodnego traktowania ludzi. Reakcją Unii jest centralizacja polityki przeciwimigracyjnej, powołanie m.in. FRONTEXu z siedzibą w Warszawie oraz finansowanie obozów poza Fortecą. Tam, aktywiści mogą dużo mniej. Z Fortecy nie można jednak usunąć rosnącej ilości kontestatorów i aktywistów!

Między innymi z tego powodu w 2006 roku powstał Manifest pt. „Apel Bamako” (od nazwy stolicy Mali, gdzie odbywało się Światowe Forum Społeczne). Wezwano w nim do teoretycznego ukonstytuowania się zbiorowego podmiotu politycznego, dotychczas nieobecnego w klasowej teorii organizacji społeczeństw. Chodzi o wszelkiego typu alterglobalistów, a ich symbolem miałby być dwulicowy italski bóg Janus. Wrota janusowych świątyni pozostawały otwarte, gdy gdziekolwiek w imperium prowadzono wojnę, tak by Janus mógł interweniować. Podobnie otwarci są ludzie pozostający w permanentnym stanie wojny z kapitalizmem w jego neoliberalnej formie. Jak skutecznie potrafią interweniować, widać na filmie.

14 marca 2007

Wielokulturowość w mieście

Jakiś czas temu, podczas zajęć z animacji środowiskowej, dyskutując o kształcie kursu edukacji międzykulturowej twierdziłem, że jedyną szansą na rzeczywistą zmianę w ludziach jest zachęcenie ich, by odkryli kultury wokół siebie. Wiele dyskutantek nie wierzyło jednak, że miasto pełne jest różnorodności (choćby etnicznej) i że na codzień spotykają obcych. Zastanawiając się nad wielokulturowością wolimy analizować podróżniczo-pracownicze doświadczenia z Wielkiej Brytanii. A przygotowania do bycia wśród różnych ludzi sprowadzamy do nauki angielskiego. W atmosferze uczelnianej sali chętnie i do znudzenia dekonstuujemy nasze (a zwłaszcza innych) przed-sądy, przesądy i oczywiście niesłuszne założenia. Taki oderwany od rzeczywistych problemów codzienności, program zajęć zbyt często owocuje przyjęciem konformistycznej postawy - jestem taka/taki, bo inni są właśnie tacy. Co najlepiej wyraziła tydzień temu pewna (wykształcona) słuchaczka na antenie Trójki mówiąc, że po 10 latach pracy w Afryce stała się rasistką. Była oburzona tym, że mimo iż wykształceni Europejczycy przyjeżdżają pracować do Afryki, żeby pomóc ludziom, to gdy na ulicy zdarzy się wypadek samochodowy - bez względu na winę - miejscowi mówią, że gdyby białego nie było, to nie byłoby wypadku. Poniżały ją też nieprzystojne propozycje Arabów, na co inni słuchacze poradzili jej odwiedzenie kilku klubów w jej własnym mieście.

W tym kontekście chyba warto pokazywać takie inicjatywy jak portal Kontynent Warszawa – Warszawa wielu kultur, który w uporządkowany sposób informuje o wielokulturowości i jej różnorodnych przejawach na terenie Warszawy. Można tam przeglądać informacje na temat wydarzeń, miejsc, instytucji oraz ludzi (np. artystów plastyków, muzyków), związanych z mniejszościami etnicznymi i narodowymi oraz środowiskami cudzoziemców mieszkających w Warszawie. Ciekawe i prawdopodobnie możliwe nie tylko w stolicy.

15 grudnia 2006

Przeciwko Rezolucji 4437 w USA

11.04.2006 Przeciwko Rezolucji 4437 w USA
Trwają protesty przeciwko kryminalizacji imigrantów w USA dotąd wykluczonych z życia politycznego. Miliony protestujących wzywają do prawdziwej reformy prawa imigracyjnego. Są to największe skoordynowane protesty zdecentralizowanych organizacji w historii USA. Protesty mają charakter pokojowy dla podkreślenia tego, że imigranci nie są kryminalistami. Dzięki nim udało się uruchomić debatę publiczną w mediach.

Komentatorzy nawołujący do reform powołują się na przykład Europejskich krajów, których rozwiązania prawne mogłyby Amerykanom posłużyć za wzór. Z europejskiego punktu widzenia brzmi to dość zabawnie, bo przecież Europejczycy chcieliby integrować imigrantów na wzór amerykański! Być może to co najbardziej wartościowe jest gdzieś pomiędzy: Europejczycy mają dobre rozwiązania prawne, ale to Amerykanom udaje się lepiej sam proces integracji?

Karykatury Mahometa

23.11.2005 Szacunek czy posłuszeństwo? Reakcje na duńskie karykatury Mahometa. Jak w tym kontekście wyglądają nasze polskie obrazy uczuć religijnych?

Zamieszanie w Fortecy

13.11.2005 Zamieszanie w Fortecy
Już trzeci tydzień trwają zamieszki we Francji. Płoną samochody. Od jakiegoś czasu próbuję się czegoś o problemie dowiedzieć. Obraz tego, co dostaję w mediach wygląda na uproszczony, zzumowany na ogień, a analizy przycięte do stereotypów.

Usiłuje się to zjawisko zaklasyfikować wg kryteriów podobieństwa do Intyfiady i protestów roku '68. Nie są mi znane szczegóły powyższych, ale jedno rzuca się w oczy - coś nie słychać w mediach głosu protestujących. Pojawiają się pomysły odsyłania niegrzecznych młodych ludzi do... krajów ich dziadków. Zastanawia mnie, ile jest we Francji młodzieży pochodzenia nie-afrykańskiego. Odliczając turystów chyba będzie ich wyraźna mniejszość, ale nie wiem niestety.

Samochód bywa określany jako "narzędzie pracy" i jest to coś, co większość mieszkańców miasta ma/kupuje bez większych problemów. Młodzi mieszkańcy przedmieść chyba mają nieco inny pogląd na temat dostępności tego dobra. Przynajmniej od teraz samochód zaczyna symbolizować coś więcej niż tylko kryzys paliwowy.

Niszczenie własności, pod określeniem "odzyskiwanie przestrzeni publicznej", już od jakiegoś czasu jest stosowane jako jeden z najskuteczniejszych sposobów na zwrócenie uwagi mediów. Nikt nie chciałby żeby spłonął jego samochód, ale dobrze jest pamiętać, że niszczona jest zwykle ubezpieczona własność.

Z nieufnością przyjmuję informacje o tym, że przyczyną zamieszek jest bezrobocie i religijny ekstremizm. Bezrobocie jest wszędzie, a problemem jest wykluczanie ze społeczeństwa z jakim się ono wiąże. Zajadłość zamieszek wskazuje na to, że niezadowoleni w końcu po prostu "się policzyli".

W tym roku byłem latem w Tuluzie. Zaskoczyło mnie dużo jawnej przemocy na ulicach. Miejscowi sqautersi tłumaczyli to francuskim prawem, które nie ściga pobicia z urzędu. Policja nie wtrąca się w "sprawy lokalne", póki nie pojawi się zgłaszająca pobicie ofiara. Być może sama "aktywność" przedmieść nie jest dla ich mieszkańców tak niezwykła jak stała się dla "właścicieli".

Podobne zamieszki u nas zbyt szybko nie wybuchną, myślę. Żyjemy na prowincji. Stąd jeszcze jest dokąd uciec. A Warszawa wkrótce będzie trzecią pod względem ludności stolicą Polski - po Chicago i Londynie oczywiście. Ale dokąd uciekać z Paryża?!

Być może potrzeba czasu, aby do mediów korporacyjnych przedostały się informacje o przyczynach tych zamieszek. Przypominają mi się protesty alterglobalistyczne, które na początku pokazywane były tylko jako zamieszki i sporo czasu minęlo nim zrezygnowano z nazwy "antyglobaliści" i zaczęto im się lepiej przyglądać.

Dobrze, że jest Interent:

"Francja: Fala zwrotna � Neokolonialne Tsunami"
Veronika Serada

Francji: Dosc represji dla koloru skóry!
Info z Wikipedii

Londyn dzisiejszy

25.04.2005 7,3 mln mieszkańców, z których prawie jedna trzecia urodzona jest w innym kraju, dzienny obrót euro większy niż w całej reszcie Europy razem wziętej, 50 różnych wspólnot etnicznych, 300 języków, różnorodność, ale i wciąż rosnąca przestępczość. Taki jest dzisiejszy Londyn i wszystko to nie byłoby możliwe bez ciągłego napływu imigrantów, ostatnio najczęściej z nowych krajów UE. Londyn to chyba jedno z niewielu miejsc w Europie, gdzie widzi się korzyści z ciągłego napływu cudzoziemców, a co za tym idzie, również nowych idei, i które przez to rozwija się w szalonym tempie. Jednocześnie wielu polityków chce ograniczenia napływu ludności do miasta i skutecznego jej "przesiewu". Artykuł o XXI-wiecznej metropolii można znaleźć w najnowszym wydaniu Newsweeka (z 25.04.2005). M.Z.

Wyburzenie bloków

24.04.2005 Dania Coraz popularniejsza wśród władz duńskich staje się idea wyburzenia bloków, w których mieszkają imigranci. Celem takich działań ma być likwidacja "gett", czyli miejsc, gdzie mieszkają wyłącznie imigranci i które sprzeczne są z ideą integracji społeczeństwa. Mieszkańcy bloków w większości są bezrobotni, a jak twierdzą politycy, według najnowszych badań łatwiej jest znależć pracę tym, których sąsiedzi ją mają. (Źródło: Nord Jyske Stiftstidende 24.04.2005) Czy jednak burzenie domów (mimo nazwy "getto", wszystkie mieszkania mają wysoki standard) i przymusowe przesiedlanie ich mieszkańców to na pewno dobry sposób na integrację? Jak na razie nie widać wielu innych pomysłów, bo zachęcanie Duńczyków do mieszkania razem z imigrantami nie przynosi skutku... M.Z.

Cztery uczennice zostały wzięte jako zakładniczki

19.04.2005 Niemcy Cztery uczennice zostały wzięte jako zakładniczki przez ubiegającego się o azyl Irańczyka, który chciał użyć je do pertraktacji z rządem. Mężczyzna był niezadowolony z warunków w swoim tymczasowym miejscu zamieszkania, a jednocześnie domagał się sprowadzenia do Niemiec swojej irańskiej rodziny. Po pięciu godzinach policja odbiła dziwczynki. Źródło: Nord Jyske Stiftstidende M.Z.

Wydłużenie okresu przymusowego zamieszkania w małych gminach

06.04.2005 Dania Okres, w którym uchodźcy w Danii mogą mieszkać tylko w wyznaczonych dla nich małych gminach ma się przedłużyć. Dziś uchodźcy mogą po trzech latach mieszkania w małej gminie przeprowadzić się do większego miasta. Wtedy jednak, jak alarmują duńskie władze, często przeprowadzają się do gett, czyli dzielnic, w których jest już wielu imigrantów. Dlatego też zamierzana jest zmiana prawa i wydłużenie okresu przymusowego zamieszkania w małych gminach. M.Z.