2 czerwca 2007

Strajk nauczycieli

W zeszłym roku przez wiele miesięcy nauczyciele strajkowali w stanie Oaxaca w Meksyku. W Grecji nauczyciele strajkowali z 6 tygodni. W Polsce – 2 godziny. W Meksyku zrewoltował się od tego cały stan, w Grecji uczniowie okupują szkoły. W Polsce sondaże popierają postulaty nauczycieli. Niezależnie od tego jak bardzo są nieradykalni i tak ich postulaty zapewne nie zostaną spełnione.

Uczniowie cieszą się. Wszyscy nauczyli się żyć ze strajkiem, jest on też prawnie zagwarantowaną możliwością protestu. Artykuł 8 Międzynarodowego Paktu Praw Gospodarczych, Społecznych i Kulturalnych zapisano „Państwa Strony niniejszego Paktu zobowiązują się zapewnić: [...] d) prawo do strajku pod warunkiem, że będzie ono wykonywane zgodnie z ustawodawstwem danego kraju.”.

Jest wiele różnych form strajku, ale Art. 17. Ustawy o Rozwiązywaniu sporów zbiorowych
mówi, że „Strajk polega na zbiorowym powstrzymywaniu się pracowników od wykonywania pracy w celu rozwiązania sporu dotyczącego interesów wskazanych w art. 1.” Tam z kolei czytamy, że „Spór zbiorowy pracowników z pracodawcą lub pracodawcami może dotyczyć warunków pracy, płac lub świadczeń socjalnych oraz praw i wolności związkowych pracowników lub innych grup, którym przysługuje prawo zrzeszania się w związkach zawodowych.” Czyli w zasadzie nie można strajkować z powodu niedemokratycznie wybranego Ministra Edukacji? Chyba, żeby rozumieć go jako skandaliczne warunki pracy.

Zastanawiam się czy nauczyciele nie mogliby prowadzić protestu w sposób bardziej dostosowany do specyfiki swojego zawodu. Skoro mogą, potrafią i chcą uczyć to najlepszą formą protestu byłoby nie przerywanie pracy (co to za przerywanie zresztą, skoro i tak siedzą w szkole i rozmawiają/pilnują z tymi uczniami, którzy przyjdą.), ale pokazanie Państwu (pracodawcy?), że jako obywatele są w stanie uczyć wszystkiego, czego zechcą. Pieniądze dostają za pracę w przygotowanym przez rządzących programie.

Ciekawiłoby mnie takie połączenie strajku z obywatelskim nieposłuszeństwem i sabotażem, gdyby podczas nauczycielskich protestów lekcje w szkole odbywały się, ale wszystkie niezgodnie (co do treści) z programem. Mogłoby być i ciekawie i przeciwko uczeniom pod testy, czy dla „nic nie wartych dyplomów”. Na przedmiotach najbardziej zideologizowanych nie byłoby większego problemu – od września będzie wystarczające zajmowanie się Gombrowiczem, Witkacym itp. [1][2] Ale można i radykalniej np. popracować na tekstach słowackich, czeskich, ukraińskich, rosyjskich, kaszubskich, by choćby pokazać ich podobieństwo (języka, treści, formy), próbować je sobie tłumaczyć. Fizycy i chemicy też mają stosunkowo łatwo, bo mogą "pójść w eksperymenty". Matematycy mogą się trochę miotać między origami a komputerami. Wątpię, żeby katecheci poszli w apokryfy, ale kto wie... Generalnie każdy chyba nauczyciel ma coś, co byłoby warto, chciałby, nigdy nie ma na to czasu. Dla tych, co wolą jednak podążać za czyimiś wskazówkami, związki zawodowe mogłyby organizować jakieś formy wzajemnej pomocy lub przykładowych scenariuszy lekcyjnych.

Z pewnością taka forma protestu jest bardziej skandaliczna, a zatem i medialna. Każda gazeta od lokalnej po ogólnopolską miałaby o czym pisać. Byłby to ciekawy przyczynek do dyskusji na temat tego, czego uczyć w szkole. Lepiej chyba, żeby inicjowali ją nauczyciele, a nie jakieś G...

6 komentarzy:

jah pisze...

na wrocławskiej politologii powstaje związek zawodowy pracowników naukowych

Gen Disobey pisze...

w GDA też się tli, ale... w głowach ;)

Gen Disobey pisze...

A teraz dam wyraz swojemu zdziwieniu:
Giertych uzasadniając swoje decyzje powołuje się na konsultacje wśród nauczycieli. Uświadomiono mi niedawno, że wielu nauczycieli nie umie, nie rozumie i nie potrafi rozmawiać o Gombrowiczu, Witkacym itp.! Do tej pory nie wstydzili się lobbować w sprawie zmian a la Giertych. Obecne zamieszanie na jakiś czas ich powstrzyma.

Problemem pozostaje jednak czy lepiej byłoby żeby nauczyciel, który nie potrafi zupełnie,nie umie i nie chce, nie prowadził zajęć o Gombrowiczu. Może potrafi na wyjątkowo wysokim poziomie prowadzić zajęcia np. o... komiksach? Piszę to, mimo że wiem że nieczytanie Gombrowicza i Witkacego z pewnością powoduje wykluczenie społeczne :))

Piotrek pisze...

Taki strajk jednak wymagałby ogromnego zaangażowania ze strony nauczycieli, przygotowanie prawie autorskiego programu, co spowodowałoby, że w każdej szkole w Polsce dzieciaki uczyłyby się czegoś innego. Nie wiem czy to złe czy dobre. Na pewno nauczycieli na to nie stać. Nic nie robienie jako strajk to jedno, robienie ponad program to... no cóż, nie wierze w to w obecnej sytuacji ;)

Ale pomysł na strajk niezły, byłaby heca...

ps: "Czyli w zasadzie nie można strajkować z powodu niedemokratycznie wybranego Ministra Edukacji? Chyba, żeby rozumieć go jako skandaliczne warunki pracy." - uśmiałem się ;)

pozdrawiam

Didżejka pisze...

w finlandii jednym z zawodów, który cieszy sie najwiekszym presiżem jest zawód nauczyciela. Nie zarabiają astronomicznych pieniędzy, a jednak ponad połowa dzieciaków szkół podstawowych marzy o tym, żeby w przyszłości właśnie taką profesją się zajmować.

Dlaczego? Nauczyciele uczą z pasją. Na każdych zajęciach aż skrzypi od ich zaangazowania w zaciekawienie ucznia wykładaną dziedziną. Nauczyciele przede wszystkim SĄ PRZEKONANI, że to, co robią, ma sens. Układają plan zajęć tak, aby przekazać jak najwięcej wiedzy w jak najciekawszy sposób. Każde zajęcia są inne - rodzą się z kreatywności obu stron, pedagogów i uczniów. Nie ogranicza ich pusty schemat teorii.

Jeżeli okazałoby się, że w Polsce mamy wielu nauczycieli 'z powołania', do szpiku kości przekonanych w wartości swojego zawodu, strajk, o którym piszecie, miałby sens :)chciałabym wtedy zobaczyć minę pana G. ;)

gorzej, jeśli okazałoby sie, że 20letnia praca w szkole wyzuła doświadczonych pedagogów z kreatywności :/

co do origami... moja mam praktykuje to ;) w szkole specjalnej sprawdzają się alternatywne metody nauczania :) jest tam praca trudniejsza, ale wymagająca dużego zaangazowania.

Gen Disobey pisze...

No, coś w tym jest:
'Nauczyciele przede wszystkim SĄ PRZEKONANI, że to, co robią, ma sens.'

U nas, zwłaszcza w szkołach publicznych, pracuje się PRZECIWKO, albo MIMO niewspierającego nauczycieli otoczenia. Nie dlatego, że publiczne=złe, ale po prostu, ci których było stać - poszli sobie...

Tam, gdzie się najpierw diagnozuje i stwierdza jak źle jest (specjalne), łatwiej o ekstrawaganckie metody, techniki uczenia. Gratulacje za origami. Wszystkie dzieci są specjalne!!!