24 marca 2008

Mikrokredyt, mikrofinanse... pomoc biednym i bankierom

W połowie marca duńska darmowa gazeta Urban dzień w dzień na pierwszych stronach promowała mikrokredyt: „Biedni Duńczycy zostaną dyrektorami”, „Zagraniczna pomoc dla biednych Duńczyków”. Od czasu Nobla dla założyciela Grameen Bank o mikrokredycie jest coraz głośniej. Jako pomysł na pomaganie biednym z pewnością zostanie zaproponowane i w Polsce i zwłaszcza przyszli pracownicy społeczni powinni coś o tym wiedzieć. W końcu nie każda specjalistka od wywiadów środowiskowych musi być zaraz windykatorem.

Podstawowa idea polega na pożyczaniu niewielkich sum pieniędzy ludziom pozbawionym majątku, dokumentów identyfikacyjnych, historii i zdolności kredytowej. Dla tradycyjnych banków koszt obsługi takich klientów jest za wysoki w stosunku do potencjalnych przychodów (jest to przykład na tzw. zawodność rynku). Muhammad Yunus otrzymał Nobla z ekonomii nie za dostarczenie usług bankowych biednym, bo byli oni wspomagani przez rodziny i bardzo drogich „rekinów pożyczek”, ale za sposób skonstruowania tych usług i ciekawe efekty.

Przede wszystkim chodziło o system wzajemnych gwarancji tzn. pieniądze nie są pożyczane jednostkom, ale kolektywowi. W grupie ludzie wzajemnie sobie ufają, pilnują, pomagają, odwiedzają. Jeżeli każdy spłaci swoją część, kolektyw zdobywa historię kredytową i może pożyczyć więcej za drugim razem. Ponadto, pożyczki łączone są z edukacją – funkcjonariusze takiego banku większość dnia spędzają między klientami, na rowerach... odwiedzając i doradzając dotychczasowym oraz przeprowadzając wywiady środowiskowe wśród potencjalnych klientów. Efektem ubocznym mikropożyczek okazała się emancypacja kobiet – lepiej się organizowały w grupy, lepiej spłacały i przede wszystkim chyba bardziej potrzebowały pomocy.

Nagroda Nobla pomaga w promocji pomysłu, ale... (nie byłbym sobą bez ALE – w zasadzie od ALE chciałem zacząć, ALE obiecałem sobie bardziej pozytywnie pisać wiosną)
...pomysł nie tylko nie jedno ma imię – obecnie mówi się raczej o mikrofinansach, bo biedni nie mają dostępu do wielu różnych usług finansowych np. ubezpieczenia, rachunków oszczędnościowych, leasingu. Ale przede wszystkim ten pomysł na pomoc najbiedniejszym z biednych ma niejedno wykonanie! Nawet język się zmienia pod wpływem czy też na okoliczność promocji - obok praw człowieka mamy np. prawo do usług finansowych.

Niewiele instytucji korzysta z systemu wzajemnych gwarancji tłumacząc, że klienci rozwijają się z różną prędkością i po kilku pożyczkach górne limity kredytowe kolektywu są dla nich ograniczeniem. I tu pojawia się ciekawy problem: ich kredyty przestają być mikro, klienci przechodzą do klasycznych banków i... system międzynarodowej pomocy przestaje się kręcić – bo jak inaczej oceniać działalność tych instytucji jeśli nie po ilości klientów?

Nie sposób ocenić ilu klientów wpadło w spiralę kredytową. Nikt nie jest zainteresowany sprawdzaniem, bo „banki dla biednych” zależne są od pomocy rządów i fundacji – inaczej oprocentowanie kredytów i tak na ogół wyższe niż w zwykłych bankach musiałoby być jeszcze wyższe. A jeśli pomoc międzynarodowa nie popłynie do banków, to dokąd ma płynąć?! Niewiele jest przecież pomysłów na pomoc biednym, które byłyby jednocześnie zgodne z panującą ideologią neoliberalizmu. Dlatego instytucje, które pozostały NGOsami (co jest odradzane) stać na anulowanie długów. A te NGOsy, które przepoczwarzyły się w banki prowadzą z konieczności restrykcyjne windykacje – z konieczności, bo represje muszą działać pedagogizująco na pozostałych kredytobiorców. Niewiele wiadomo o windykacjach np. w Kongo – tak, są takie miejsca na świecie, w których państwa jeszcze nie ma, a aktywiści/bankierzy już są! Wiadomo tylko, że dłużnicy w Indiach, Bangladeszu czasem się organizują.

Interesujące są także losy pracujących po 12 godzin dziennie aktywistów, których dotowane organizacje z czasem nie tylko przemieniają się w banki, ale wypełniają się bankierami, którzy przekonstruowują dotychczasowe usługi wg bardziej dla siebie zrozumiałych kryteriów konkurencji międzybankowej. Problemy konwergencji, czyli obecność "wizjonerów" w MFI (mikrofinansowe instytucje) wskazywana są jako największe zagrożenie dla sektora w roku 2008 - wynika z raportu "Bananowe Skórki Mikrofinansów".

Popularność mikrokredytów jest ogromna, bo po pierwsze czasami bardzo pomagają ludziom, a także dlatego, że działalność taka przeniesiona do sieci staje się wielką frajdą, dla tych którzy chcą pomagać, aby ich życie miało sens. Przykładowo, grupa znajomych studentów z kilku najbogatszych krajów świata wrzuciła pieniądze do dwu z wielu serwisów łączących dawców i kredytodawców z kredytobiorcami [1][2][3][4][5]. Wybierają osoby, których projekty chcą wesprzeć, a gdy pieniądze wracają... brzydząc się zyskiem przekazują wszystkie pieniądze instytucji prowadzącej serwis i udzielającej takich kredytów masowo. Piękne! Naprawdę piękne.

Ale i tak najciekawsze jest pojawienie się mikrokredytów w Europie. Owszem, może jest to narzędzie mogące pomóc niektórym np. bezdomnym, gdy nie mają nawet miejsca zameldowania. Tylko czy nie okaże się, że wyspecjalizowane oddziały banków oferujące zadłużanie zadłużonych pod marketingowym szyldem „mikro-” staną się po prostu beneficjentami środków pomocy społecznej? Nie wiem, ale pewnie tak.

* Pedagogizujące aspekty mikrokredytu: Mikrokredyt: opór i dominacja
* Między innymi krótko o tym kto nie dostaje normalnego kredytu: Mikrokredyt polityczny
* Przyczyny powodzenia idei mikrokredytu w formie oferowanej przez Grameen Bank: w Recyklingu Idei
* Z publikacji Narodów Zjednoczonych: Building Inclusive Financial Sectors for Development
* The Microfinance Promise w pdf
* Biznes i strategia: The Fortune at the Bottom of the Pyramid w pdf

Postaram się systematycznie wzbogacać artykulik w linki, ale podstawowy to microfinancegateway.org.
Haseł z Wikipedii nie przełączajcie automatycznie na swój język – różne wersje to różne szczątki prawdy.

2 komentarze:

Gen Disobey pisze...

Ehh pomyliłem się chyba! Mikrokredyty jednak nie powinny szybko trafić do Polski. Trzeba by było wtedy przyznać, że rynek popełnia błędy - to otworzyłoby drogę do rozmontowywania bezlitośnie panującej ideologii. Zbyt wielu "twardogłowych" na takie nowinki :))

Gen Disobey pisze...

ale sie wstrzelilem, bo akurat Wyborcza napisala cos jakby o mikro
"Afryka ubrana w Benettona"
http://moda.gazeta.pl/moda/1,77803,5052394.html
Nie ma tygodnia, zeby nie napisali czegos pozytywnego o kredytach typu jak podrasowac swoja zdolnosc kredytowa. A dla tych co sie nabrali, czyli sa wystarczajaco irracjonalni gazeta pocieszy artykulem o wierze, z nikad indziej ratunku dla niewystarczajaco racjonalnych ni ma
Alez sie wyzlaszczam :)) ale widac... cos czytam :p