Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ekologia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ekologia. Pokaż wszystkie posty

20 lutego 2014

Nabór tekstów do monografii - Edukacja Ekologiczna

EDUKACJA EKOLOGICZNA
Zaproszenie do wspólnego pisania

Zapraszamy wszystkich zainteresowanych tematyką szeroko pojętej Edukacji Ekologicznej do tworzenia wspólnej książki dotyczącej tej tematyki.
Chcielibyśmy, aby książka miała wymiar interdyscyplinarny, w związku z tym zapraszamy do współpracy badaczy, teoretyków oraz praktyków z różnych dziedzin nauki, kultury i „życia”.

Propozycja poruszanych zagadnień:
  • Kształcenie ustawiczne;
  • Dzieci i młodzież a ekologia;
  • Zielone szkoły;
  • Działalność stowarzyszeń promujących edukację ekologiczną;
  • Edukacja ekologiczna w Polsce;
  • Edukacja ekologiczna w krajach UE;
  • Polityka państwa a edukacja ekologiczna;
  • Przepisy unijne i polskie w kontekście edukacji ekologicznej;
  • Edukacja ekologiczna – prawdy i mity;
  •  etc.

Podana powyżej tematyka to jedynie propozycje, które są tylko podpowiedzią możliwej drogi poszukiwań. Zapraszamy do przesyłania własnych propozycji tematów, recenzji, sprawozdań, etc.
Ostateczne teksty prosimy nadsyłać do 25 marca 2014 roku.
Zgłoszenia, teksty oraz pytania proszę kierować na adres mailowy: pedkkf@ug.edu.pl
Publikację planujemy na rok 2014.


Zapraszamy do kontaktu i współtworzenia


Katarzyna Kankowska-Filipiak, Uniwersytet Gdański
Beata Woźniak-Krawczyk, Uniwersytet Gdański
Wojciech Filipiak, Akademia Humanistyczno-Ekonomiczna w Łodzi

10 marca 2009

Nurkowanie w śmieciach

Po wykładzie z pedagogiki porównawczej, gdzie mówiłem o nomadach edukacyjnych i moich badaniach, zapytał mnie student czy słyszałem o freeganach. Odniosłem wrażenie, że w szczególności ten aspekt grzebania w śmietnikach był jakoś niewyobrażalny. Może to tylko dlatego, że w Polsce śmietniki są brudne.

Może film "Skipping Waste" o zdobywaniu żywności przez nurkowanie w śmietnikach (dumpster diving food) pomoże zrozumieć co zapewnia trwanie kulturze alternatywnej. I skąd taka dowolność stylów życia w krajach bogatej Północy. A przede wszystkim można zobaczyć jak wyglądają śmieci i jaka jest skala procederu marnowania jedzenia. Dla chcących współtworzyć: Trashwiki

Produkcja i monataż: Lily Barlow
czas: 42 min.


Skipping Waste from mirco on Vimeo.

12 kwietnia 2008

Somalia – podejście operacyjne,
czyli jak pomagać ludziom, którym już pomogli Zjednoczeni Amerykanie


Jak to się stało, że katastrofa humanitarna (600 tysięcy przemieszczonych ludzi), obecnie większa od tej w Darfurze, nie jest pokazywana w mediach? Nawet autorzy programów w duńskich mediach publicznych twierdzą, że tematów „czysto humanitarnych” nie wprowadzą. Popularnością widzów cieszą się teraz problemy, które daje się łatwo przełożyć na problemy bezpieczeństwa (widzów)! Co tam w mediach!? Przedstawiciele szeregu agencji Narodów Zjednoczonych odwiedzają miejsca dotknięte kataklizmem, mówią, że to najgorsze co w życiu widzieli i... pomoc nie nadchodzi.

Somalia, kraj od 60 lat w chaosie. Dawniej sojusznik Związku Radzieckiego, któremu z powodu wojny Etiopią – też sojusznikiem ZSRR, Moskwa odcięła pomoc, żeby uzyskać wynik wojny. Stąd ten dziwny kształt na mapie. Kraj ten zasłynął w Polsce z powodu zdjęć Sławomira Idziaka do filmu „Helikopter w ogniu”. Od czasu spektakularnej porażki Amerykanów w Mogadiszu (1993), Somalia stała się tematem tabu. Południową częścią kraju (w tym stolicą) rządzili watażkowie (warlords), czerpiący korzyści z braku państwa i prawa.

Remake „Contras”
Dzięki retoryce „wojny z terrorem” Pentagonowi udało się przeforsować zaetykietowanie Somalii jako państwa (upadłego), gdzie kryją się terroryści – rzekomo autorzy zamachów z 1998 roku na amerykańskie ambasady w Tanzanii i Kenii. W międzyczasie, mając dość codziennej przemocy, zaczęły organizować się pojedyncze sąsiedztwa. Mieszkańcy Mogadiszu musieli wywalczać sobie prawo do bezpiecznego przemieszczania się. Zaczęli wprowadzać instytucje prawa. Gdy zjednoczyli się, przegonili mafie (najpierw z Mogadiszu, potem prawie całkowicie z południowych prowincji) w ciągu 5 miesięcy 2006 roku. Pierwszy raz od 60 lat!

Tyle, że po 11 września (2001) kiepsko jest się odnosić spektakularne sukcesy pod nazwą „Unia Trybunałów Islamskich”. I w Pentagonie (Departament Stanu wyłączył się z zadymy) najwyraźniej uznano, że lepszy terror niż szariat. Zainstalowani w Dżibuti Amerykanie rozpoczęli przesyłanie ogromnych pieniędzy mafijnym bonzom, którzy ruszyli na zakupy (broni i rekrutów). Ambasador USA przy UN, John Bolton, "na mikołaja" 2006 pchnął rezolucję o „słusznej” interwencji, a na wojnę ruszyła... Etiopia. Przypadkowo chrześcijańska i nieprzypadkowo skora do osłabiania sąsiada, bo: (a) za wysłanie 8 tysięcy żołnierzy płacą USA, (b) silna Somalia oznacza powrót pan-somalijskich marzeń, czyli łączenia Somalijczyków zamieszkujących m.in. część Etiopii. Mogadiszu zostało szybko zdobyte. Powstał Przejściowy Rząd Federalny z prezydentem z północnego regionu – Puntland. I rząd ten został uznany przez społeczność międzynarodową. Prezydent nigdy nie odważył się osiąść w Mogadiszu! Islamiści rozpoczęli wojnę partyzancką – na ulicach zaczęły wybuchać samochody-pułapki. Tym samym niejako potwierdzając zarzuty o terroryzmie. Choć takich ekscesów wcześniej nigdy tam nie było.

Obecnie Unia Trybunałów Islamskich kontroluje większość terytorium południowej Somalii. Może nie tyle oni kontrolują, co na pewno nie kontrolują tam niczego ani Etiopscy żołnierze, ani rząd tymczasowy. Coraz mniej chętnie zresztą ruszają się oni z prowincji, którą zajmują (na tej wyżynie nie jest najgorzej z jedzeniem). Nomadyczna Puntlandia (hodowla wielbłądów, kóz, owiec) , która przerzucała 50% (!) swoich przychodów na wsparcie Rządu Przejściowego też już jest tym zmęczona. Mogadiszu kontrolowane jest przez jeden z klanów. Merem miasta jest jeden z watażków, na tyle sprytny, że ciężko „opodatkował” nielicznych w tym kraju rolników. Rolnicy (etnicznie Bantu) zamieszkują obszary wzdłuż rzek i odczuwają to jako ulgę, po wcześniejszych doświadczeniach z nomadami, dla których Bantu byli „ludźmi, po których nikt nie zapłacze”.

Mechanizm głodu
Jeżeli przeżyjesz suszę, masz szansę odrobienie strat w czasie pory deszczowej. W tym roku coś te deszcze nie nadchodzą. Od stolicy w górę ludzie teraz jedzą... krzewy. Jest taki jeden rodzaj krzewu (nie pamiętam nazwy), który trwa nawet gdy pozornie wszystko zostaje zjedzone. Zwierzęta nie dają rady tego zjeść. Ludzie grillują takie gałązki – pieczoną korę dają zwierzętom, wnętrze przerabiają na coś w rodzaju mąki. Gdy to się kończy, zabijają zwierzęta. Brak zwierząt oznacza, że deszcz, gdy nadejdzie, nie będzie szansa na odzyskanie ekonomicznych podstaw życia. Ludzie masowo ruszą wtedy do miast, gdzie kobiety jak będą miały szczęście zostaną pomocnicami w bogatszych domach, ale podstawową opcją jest dla nich prostytucja.

UN vs NGOsy
Fundamentalną zasadą organizacji humanitarnych jest bezwzględne ratowanie człowieka. Inaczej stracą wiarygodność. Narody Zjednoczone muszą jednak działać zgodnie z prawem międzynarodowym. Inaczej stracą wiarygodność. Tak więc ten uznany Federalny Rząd Przejściowy to wielki problem teraz. Nie można go ominąć, choć nie jest gospodarzem, ale stroną konfliktu. Ale nie można też współpracować z potępioną opozycją (do Trybunałów dołączyły różne frakcje, klany i ogromna diaspora). Polityczny konflikt rozsadza UN.

Skandynawskie pomysły
Dwa tygodnie temu badacze wrócili z Somalii i przedstawili strategię wejścia do Somalii opierającą się na interesującej taktyce. Organizując pomoc z zewnątrz musisz mieć z kim rozmawiać na miejscu. W rejonach konfliktów to kwestia życia pracowników organizacji. Pomoc musi dotrzeć do wszystkich. Jeżeli jakaś grupa czuje się wykluczona czy poszkodowana, to – w warunkach pokoju masz polityczny konflikt, a w warunkach wojennych – to kwestia życia wysyłanych tam pracowników.

Okazuje się, że jest pewna grupa, która się nie rusza z miejsca bez względu na głód czy wojny – tradycyjna starszyzna. Są dobrze poinformowani, chętni do współpracy (bo zdają sobie sprawę z zagrożenia głodem) i w oparciu o tradycję potrafią wygaszać konflikty. Są gwarancją, że pracownicy będą ostrzegani o niebezpieczeństwach. Kluczowe dla powodzenia misji pomocy jest aby wszystkie klany i podklany były włączone w ten proces. Starszyzna negocjuje tak, że jest też pośrednikiem w kontaktach z Trybunałami, z którymi oficjalnie nie można się kontaktować, ale przecież trzeba uwzględnić ich stanowisko.

Naukowcy wykonali swoją część pracy, teraz podobno piłka jest po stronie Narodów Zjednoczonych. Zdecydowana większość tego, o czym opowiedziałem, pochodzi z wykładu (dla 7 osób) jaki zrobił Joakim Gundel, konsultant [1][2] [3] który właśnie wrócił z Somalii. Z pomocą linków próbuję tę wiedzę jakoś zrekonstruować. Supermapka z Wikipedii.

P.S. Aha, oni tam mają ropę.
P.S.' Może zamiast muzeów instytuty i NGOsy zajmujące się tematem wysiedleń należałoby w PL budować? Szwedzi mają coś takiego.

27 listopada 2007

Pozytywnego coś pozytywnego

Przeczytałem niedawno wywiad z Peterem Sloterdijkiem w Europie. O trudnym dojrzewaniu do szczęścia. Interesujący. Zwłaszcza dla studentów Applied Philosophy (czyt. Pedagogiki). Ale nie tak łatwo o optymizm jak się ma dostęp do Internetu. Łatwo o śmiech i rozrywkę, ale nie o optymizm [chyba że to tylko ja mam takie paskudne Ulubione, RSSy...]. Ale od czego są narzędzia? Wyszukiwarka Google w końcu doprowadziła mnie do Fundacji Google. Trochę dziwne.

Ale na początku szło to poszukiwanie strasznie opornie. Wprawdzie dowiedziałem się, że ocieplanie się klimatu można tanio i szybko zatrzymać! Tak tanio i tak szybko, że aż zapiera dech. I być może ktoś nam to w ostateczności nawet sprezentuje...




Ale ten człowiek z Google.org naprawdę się postarał! I nawet go sobie mogę wkleić, zagnieździć, zacytować...



W razie czego, jest tu.

1 marca 2007

Ucząc się od Ladakhu

Są takie miejsca na świecie, które przyciągają i inspirują bardziej niż inne. Takim edukacyjnie magicznym miejscem jest leżący w Indiach Ladakh zwany Małym Tybetem. Rozsławiła to miejsce Helena Norberg-Hodge swoją zekranizowaną analizą destrukcyjnego wpływu globalizacji na lokalne kultury pt. „Learning from Ladakh”. Zarówno książka jak i film walnie przyczyniły się do rozwoju ruchu wiosek ekologicznych (Global Ecovilage Network) na całym świecie. Helena nauczyła się miejscowego języka, dzięki czemu miała wgląd w świat lokalnych wyobrażeń i nadawanych 'nowemu' znaczeń. Przez 12 lat obserwowała postępującą destrukcję wspólnot i narodziny nędzy. Dzieci zostały zabrane do szkół, nie było komu pomagać w rolnictwie, więc obowiązki te wzięły na siebie kobiety. Popkultura, oferując łatwe i szybkie zaspokojenie, zadziałała szczególnie pociągająco na mężczyzn – zaczęli powielać przychodzące wzorce zachowań. Turyści, w swoich krajach często ubodzy, dla biednych ludzi byli synonimem bogactwa. Przepłacając za wszystko i bawiąc się niszczyli lokalną ekonomię. Ponadto, turyści wzmacniali przekaz popkultury, że życie białego człowieka składa się tylko z rozrywki, a nie ma w nim miejsca na pracę. Wszystko to i wiele innych czynników spowodowało, że ludzie porzucali w ich mniemaniu niewiele warte życie wiejskie i lgnęli do miast, gdzie teraz żyją w slumsach marząc o szczęściu (którego się w sumie wyrzekli).

Oprócz warstwy poznawczej filmu niezwykle inspirująca jest jego druga część, gdzie można dowiedzieć się czegoś o możliwościach przeciwdziałania, a nawet przywracania pewnej normalności w Ladakhu. Najskuteczniejszą siłą okazał się Sojusz Kobiet. Jego przedstawicielki miały okazję odwiedzać mityczny Zachód. Rozmawiały z bezdomnymi w centrach miast, odwiedzały domy starości, przyglądały się cenom naturalnych produktów (jakich przecież pełno w ich wioskach) itp. Po powrocie ich pozycja była bardzo wysoka, a podczas zgromadzeń opowiadały o tym, co widziały.

Również dzięki 'nietypowej' turystyce (Tourism for Change) udało się zmniejszyć popularność bardzo tanich pestycydów. Teraz wioski odwiedzane są przez 'bogaczy', którzy.. chcą pomagać przy 'czystych' uprawach i uczyć się od miejscowych. Tacy turyści przywracają wartość temu, co rzeczywiście wartościowe.

Niektóre wspólnoty tego regionu są już tak wzmocnione, że możemy usłyszeć ich głos i zobaczyć jak żyją. Okazuje się, że po małych wioskach, gdzieś na końcu świata, krążą ludzie organizujący warsztaty na temat tego, jak posługiwać się nowoczesnymi technologiami tak, aby służyły wspólnocie. Magicznym przymiotnikiem pomocnym przy poszukiwaniach cyfrowych wytworów społeczności lokalnych jest 'participatory' [1][2][3][4] czyli 'uczestnicząca'.

20 lutego 2007

Dolina Rospudy



Jeteśmy w trakcie kulminacji dziesięcioletniej walki o Dolinę Rospudy. Wiele się w tym czasie zmieniło. Obrona przyrody spotyka się obecnie ze stosunkowo dużym zrozumieniem. Prezenterzy telewizyjni cytują oświadczenia organizacji ekologicznych w taki sposób, że ma się wrażenie że są to ich własne słowa (widziałem 2 takie przypadki). Niesamowite jest to, jak wiele czasu, jak wiele osób różnych specjalności musiało zaangażować się nie tylko w monitorowanie posunięć instytucji [około]państwowych, ale także w tworzenie alternatywnych projektów. Zieloni dobrze zdają sobie sprawę z tego, że przegrana w Dolinie oznaczałaby niemożność wygrania kolejnych potencjalnych konfliktów przy budowie kolejnych autostrad. Współpraca ludzi, którym zależy (tzw. społeczeństwo obywatelskie) spowodowała, że informacja o Dolinie jest spójna, czytelna i o zróżnicowanym stopniu szczegółowości. A sposobów protestowania też spory wachlarz uruchomiono, tak że KAŻDY MOŻE ZNALEŹĆ COŚ DLA SIEBIE.

Słuchając pewnego wieczoru debaty na ten temat w radio (wcześniej też szukaliśmy informacji) stwierdzilismy z Gośką, że wszystko jest jasne, szykujemy wstążki i w ogóle pełne poparcie dla Doliny Rospudy. Tylko jakoś nieswojo czuliśmy się po stronie Zielonych. "Zieloni" to się jeszcze jakoś trochę dziwnie kojarzy - przecież nie będziemy przykuwać się do drzew. To nawet nam kojarzy się jeszcze jakoś infantylnie, lata oglądania telewizji robią swoje! Ale przecież spotykamy się na ekologicznych obozach, dyskutujemy, zastanawiamy się nad alternatywami dla energii atomowej, bojkotujemy produkty szkodliwe lub wytworzone ze szkodą dla środowiska. Uprawiamy cyberaktywizm, gdy trzeba bronić tego i owego. MY już jestesmy "zieloni" ;)

15 grudnia 2006

Protesty w Indiach

20.04.2006 Protesty w Indiach
W stolicy Indii już od 17 marca trwają protesty (sit-in demonstrations) zorganizowane w tym samym czasie przez dwa ruchy społeczne, przez ruch Bhopal i Narmada. Protestują nie tylko po to, żeby rozwiązać dotychczasowe problemy, ale żądają akceptacji jako obywatele kraju i jasnego zdefiniowania swojej roli w podejmowaniu decyzji, których skutki dotyczą ich życia.

Pierwszy ruch pochodzi z Bhopal, miasta gdzie w grudniu 1984 roku wyciek gazu zabił tysiące ludzi, a wiele tysięcy cierpiało przez lata z powodu zatrutych wód gruntowych. Więcej na www.bhopal.org and www.bhopal.net.

Drugi ruch pochodzi z doliny Narmada częściowo zatopionej w ramach projektu Sardar Sarovar (gigantyczna tama i zbiornik wodny), gdzie setki tysięcy ludzi zostało "przeniesionych" żeby ustąpić miejsca Rozwojowi. Na rzece Narmada jest obecnie kilka tam, ale jest zagrożona czymś zwanym Narmada Valley Development Project, któy zakłada wybudowanie 3 300 tam różnej wielkości. Więcej na www.narmada.org

Każdy z tych ruchów od ponad dwudziestu lat walczy o sprawiedliwość i przeciwko temu jak ludzie są traktowani przez władze. Obecna forma protestu spowodowana ciągłym ignorowaniem zakłada pozostanie w stolicy do czasu spełnienia żądań.

Wiadomość podana za Choike.org a Portal on Southern civil societies.