Pokazywanie postów oznaczonych etykietą prawa czowieka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą prawa czowieka. Pokaż wszystkie posty

8 maja 2009

TWIERDZA EUROPA: pedagodzy i aktywiści o naszych obozach dla imigrantów


Zapraszamy na spotkanie i dyskusję na temat uchodźców w Europie oraz polityki imigracyjnej Unii Europejskiej połączone z projekcją filmu „No Lager” (film w języku angielskim). UWAGA ZMIANA: dzięki przyjaciołom z Alterkina, będą polskie napisy.

Czas: 15.05.2009 godz. 17:00 – 20:00
Miejsce: budynek Wydziału Nauk Społecznych, sala S207
Organizatorzy: Koła Naukowe Na Styku oraz Stowarzyszenie Na Styku

W ramach przygotowania do dyskusji warto przejrzeć wpis sprzed dwóch lat oraz część linków do niego dodanych: No Lager.

9 grudnia 2008

Zamieszki w Grecji

Studenci i uczniowie podpalają miejsca publiczne, niszczą samochody i sklepy. Działania są protestem na brutalne dziania policji w Atenach, gdzie został postrzelony 15-latek przez jednego z funkcjonariuszy. Jak podaje włoska gazeta Il Messaggero do wypadku w Grecji doszło podczas starć policji z młodymi anarchistami. Protesty przeciwko agresji policji odbyły się także w Berlinie i Londynie pod ambasadami Grecji.

29 listopada 2008

Na styku profesorskiej i studenckiej retoryki i rzeczywistości

Nie milkną protesty pod hasłem "We won't pay for your crisis" przeciw reformie systemu edukacji we Włoszech. Czy i nas takie protesty czekają? Możliwe, że już niedługo. Uczestnicząc w piątkowej konferencji REA Edukacja szkolna i akademicka w Polsce, byliśmy zszokowani widząc jak profesorowie UG pod hasłem sprawiedliwości społecznej wygłaszają przed Minister Edukacji Narodowej z PO propozycje wprowadzenia płatności za studia. Najbardziej zadziwiające było to, że sugestie te nie były poparte żadnymi głębszymi analizami sytuacji studentów ani skutków, jakie reforma taka mogłaby mieć. Całość sprowadzono do kilku niby dużo mówiących argumentów, np. tego, że studenci po studiach wyjeżdżają (problemem w czasie debaty okazało się nawet to, że studiują w innych krajach!), nie popartych zupełnie żadną analizą tego, jakie skutki ma to dla polskiej gospodarki i społeczeństwa; tego, że studiują na więcej niż jednym kierunku (o zgrozo!); że ci co dostają się na studia dzienne to bogacze, którym często nawet nie chce się studiować...! Społeczeństwo zostało uproszczone do prostej dychotomii – bogaci z wykształconych rodzin (ci studiują bezpłatnie) i biedni z niewykształconych rodzin (ci studiują zaocznie). Nie ma więc już dzieci nauczycieli, pielęgniarek czy pracowników społecznych, ani bogatych dzieci z rodzin o niskim kapitale kulturowym. Nie ma dzieci z biednych rodzin, których rodzice starają się, żeby dziecko dobrze się uczyło i poszło na studia, nie istnieje logika „jeśli będziesz się starał i uczył, to świat stoi otworem”. Okazuje się, że jeśli jesteśmy studentami studiów dziennych, to na pewno rodzice opłacali nam przez całe życie korepetycje albo posyłali do lepszych szkół prywatnych, a jak jesteśmy biedni, to od razu patologia, słabe oceny i studia zaoczne. Nawet jeśli uczniowie z biedniejszych rodzin procentowo częściej studiują zaocznie, to nie jest to chyba powód, żeby wylewać dziecko z kąpielą i uzależniać możliwość studiowania jedynie od tego, czy stać kogoś na czesne (przy wielodzietnych rodzinach, jak w ostatnim reportażu z Filipin, tylko najstarsze będzie miało szanse na naukę). Rozwiązania takie jak np. duńskie stypendia na utrzymanie dla wszystkich dorosłych, którzy się kształcą (niezależnie czy na studiach czy w wieczorowej podstawówce) nie przyszły nikomu do głowy, bo najwyraźniej wszyscy chcemy obniżać podatki. Szkoda, że nasze uczenie się z przykładów innych krajów jest tak wybiórcze. Jeśli natomiast uważamy, że najbogatsi nie powinni dostawać takiego stypendium, to można by chociaż podwyższyć próg dochodowy dla ubiegających się o stypendia socjalne (bo jest śmiesznie niski) oraz wysokość tych stypendiów tak, żeby można się było utrzymać na studiach bez konieczności dorabiania w hipermarkecie. Zgadzam się, że problem jest też z dostępem na studia, bo dzieci niezamożnych i niewykształconych rodziców częściej słabiej się uczą (najprawdopodobniej, choć przyznam, że nie widziałam nigdy takich danych), ale tu rozwiązanie musi leżeć u podstaw, w edukacji wszesnoszkolnej. Problem kształcenia nauczycieli, którzy mogliby spełniać takie zadanie, a dokładniej, ich brak i negatywna selekcja do zawodu, został raczej sprowadzony do braku powołania niż warunków finansowych oferowanych przez polskie szkoły, co moim zdaniem znacznie utrudnia znalezienie rozwiązania. Być może szersza dyskusja toczyła się w dalszych częściach konferencji, na których niestety nie mogłam być – jeśli ktoś był, zapraszam do opisania tego w komentarzu do tego posta.

26 listopada 2008

Romski hip-hop

Romski hip-hop z kontrowersyjnym przekazem. Co Wy na to?

16 listopada 2008

Bezdomni w Hong Kongu

I jeszcze jeden filmik z mojej ulubionej stacji telewizyjnej :) Polecam praktycznie wszystkie jej programy, a można je znaleźć tu. Chyba przesadziłam w poprzednim wpisie ze słowem "szokujący", bo szokujące to jest dopiero to, co widać na filmiku poniżej... Jeszcze nigdy bezdomni nie byli tak blisko, choć nie w sensie geograficznym...

Arizona

Poniżej filmik na temat asymilacji kulturowej i językowej w Arizonie - szokujący, zwłaszcza jeśli weźmie się pod uwagę, że USA są w wielu krajach (np. w Danii) podawane za przykład udanej polityki dwujęzyczności w szkołach i służą jako model w rozwoju polityk w innych krajach:

31 marca 2008

Geje, lesbijki, dzieci i mniejszości mundurowe

Nareszcie duńskie media dostarczyły tematów, na których znać się w PL po prostu wypada! I nie jako edukator, ale jako Polak i zarejestrowany katolik muszę wypowiadać się na tematy ważne dla naszej obronności tożsamości, tożsamości obronności itp.

O homoseksualistach w Danii prawie się nie słyszy. To znaczy, jest gablotka w muzeum narodowym upamiętniająca pierwsze gejowskie małżeństwo w przełomowym roku 1989. Wśród 11 par, które wtedy, 1 października zawarły związek nie mogło oczywiście zabraknąć duchownych, nauczycieli, psychologów i studentów. Niedawno Rada Miasta debatowała nad tym jak uczynić Kopenhagę miastem jeszcze bardziej przyjaznym gejom.

A tu nagle w telewizji, w weekend, taki temat – „Homo, Niebo czy Piekło”. Trzyodcinkowy dokument o problemach wierzących homoseksualistów. Ilu ludzi, tyle dramatów, jak zwykle. Główny problem polegał na tym, że stawiano ludzi w sytuacjach konieczności odrzucania części swojej tożsamości tzn. albo żyjesz w homoseksualnym związku i grzeszysz, albo jesteś sobie homoseksualistą, ale nie jesteś w związku więc nie grzeszysz i wtedy jesteś częścią kościoła i pójdziesz do duńskiego raju. Duńskiego, bo trzeba zaznaczyć, że chodzi o kościół protestancki (narodowy, luterański, w wersji wittenberskiej). Utrudnienia, jak się okazało, powodowane są głównie przez fundamentalistów, bo czytają biblię dosłownie i po kilkakroć odnajdują tam zakazy czy ostrzeżenia, że bóg przetrąci homoseksualistom krzyże czy coś w tym stylu [Niestety nie czytałem, choć studiowanie na Wydziale Teologi zobowiązuje]. Problemy doktrynalne rozwiał jeden biskup mówiąc, że: chrześcijaństwo nie jest religią księgi; był Jezus, ale opowieści o nim pisali ludzie; najważniejszą zasadą chrześcijaństwa jest kochać bliźniego jak siebie samego i wszystkie zasady powinny być uzgadniane z tą najważniejszą, a nie z tekstem! [Nie ekscytujcie się, bo jeszcze się nawrócicie!]

A ja czekałem, wciąż czekałem. Problem homoseksualistów w kościele uznałem za rozwiązany, ale czekałem aż ktoś poruszy problem mniej licznych wprawdzie, ale jednak mniejszości - tych mundurowych. Czy duńscy żołnierze mogą być częścią kościoła, czy pójdą do nieba? Jeżeli okazałoby się, że są jakieś problemy z „nie zabijaj”, to może w ramach europejskiej współpracy moglibyśmy duńskim żołnierzom zaproponować polskie, bardziej w tym względzie liberalne, niebo?

Polskich tematów w Danii ciąg dalszy w poniedziałek rano! „Geje i lesbijki mogą wychowywać odebrane dzieci.” Czyli po prostu homoseksualne pary mogą być rodzicami zastępczymi. Na razie tylko w Kopenhadze. Na razie tylko dwie pary (gejowska i lesbijska) zostały zaakceptowane jako rodzice zastępczy. I tylko jedna z czterech darmowych gazet o tym doniosła, ale za to na pierwszej stronie.

24 marca 2008

Mikrokredyt, mikrofinanse... pomoc biednym i bankierom

W połowie marca duńska darmowa gazeta Urban dzień w dzień na pierwszych stronach promowała mikrokredyt: „Biedni Duńczycy zostaną dyrektorami”, „Zagraniczna pomoc dla biednych Duńczyków”. Od czasu Nobla dla założyciela Grameen Bank o mikrokredycie jest coraz głośniej. Jako pomysł na pomaganie biednym z pewnością zostanie zaproponowane i w Polsce i zwłaszcza przyszli pracownicy społeczni powinni coś o tym wiedzieć. W końcu nie każda specjalistka od wywiadów środowiskowych musi być zaraz windykatorem.

Podstawowa idea polega na pożyczaniu niewielkich sum pieniędzy ludziom pozbawionym majątku, dokumentów identyfikacyjnych, historii i zdolności kredytowej. Dla tradycyjnych banków koszt obsługi takich klientów jest za wysoki w stosunku do potencjalnych przychodów (jest to przykład na tzw. zawodność rynku). Muhammad Yunus otrzymał Nobla z ekonomii nie za dostarczenie usług bankowych biednym, bo byli oni wspomagani przez rodziny i bardzo drogich „rekinów pożyczek”, ale za sposób skonstruowania tych usług i ciekawe efekty.

Przede wszystkim chodziło o system wzajemnych gwarancji tzn. pieniądze nie są pożyczane jednostkom, ale kolektywowi. W grupie ludzie wzajemnie sobie ufają, pilnują, pomagają, odwiedzają. Jeżeli każdy spłaci swoją część, kolektyw zdobywa historię kredytową i może pożyczyć więcej za drugim razem. Ponadto, pożyczki łączone są z edukacją – funkcjonariusze takiego banku większość dnia spędzają między klientami, na rowerach... odwiedzając i doradzając dotychczasowym oraz przeprowadzając wywiady środowiskowe wśród potencjalnych klientów. Efektem ubocznym mikropożyczek okazała się emancypacja kobiet – lepiej się organizowały w grupy, lepiej spłacały i przede wszystkim chyba bardziej potrzebowały pomocy.

Nagroda Nobla pomaga w promocji pomysłu, ale... (nie byłbym sobą bez ALE – w zasadzie od ALE chciałem zacząć, ALE obiecałem sobie bardziej pozytywnie pisać wiosną)
...pomysł nie tylko nie jedno ma imię – obecnie mówi się raczej o mikrofinansach, bo biedni nie mają dostępu do wielu różnych usług finansowych np. ubezpieczenia, rachunków oszczędnościowych, leasingu. Ale przede wszystkim ten pomysł na pomoc najbiedniejszym z biednych ma niejedno wykonanie! Nawet język się zmienia pod wpływem czy też na okoliczność promocji - obok praw człowieka mamy np. prawo do usług finansowych.

Niewiele instytucji korzysta z systemu wzajemnych gwarancji tłumacząc, że klienci rozwijają się z różną prędkością i po kilku pożyczkach górne limity kredytowe kolektywu są dla nich ograniczeniem. I tu pojawia się ciekawy problem: ich kredyty przestają być mikro, klienci przechodzą do klasycznych banków i... system międzynarodowej pomocy przestaje się kręcić – bo jak inaczej oceniać działalność tych instytucji jeśli nie po ilości klientów?

Nie sposób ocenić ilu klientów wpadło w spiralę kredytową. Nikt nie jest zainteresowany sprawdzaniem, bo „banki dla biednych” zależne są od pomocy rządów i fundacji – inaczej oprocentowanie kredytów i tak na ogół wyższe niż w zwykłych bankach musiałoby być jeszcze wyższe. A jeśli pomoc międzynarodowa nie popłynie do banków, to dokąd ma płynąć?! Niewiele jest przecież pomysłów na pomoc biednym, które byłyby jednocześnie zgodne z panującą ideologią neoliberalizmu. Dlatego instytucje, które pozostały NGOsami (co jest odradzane) stać na anulowanie długów. A te NGOsy, które przepoczwarzyły się w banki prowadzą z konieczności restrykcyjne windykacje – z konieczności, bo represje muszą działać pedagogizująco na pozostałych kredytobiorców. Niewiele wiadomo o windykacjach np. w Kongo – tak, są takie miejsca na świecie, w których państwa jeszcze nie ma, a aktywiści/bankierzy już są! Wiadomo tylko, że dłużnicy w Indiach, Bangladeszu czasem się organizują.

Interesujące są także losy pracujących po 12 godzin dziennie aktywistów, których dotowane organizacje z czasem nie tylko przemieniają się w banki, ale wypełniają się bankierami, którzy przekonstruowują dotychczasowe usługi wg bardziej dla siebie zrozumiałych kryteriów konkurencji międzybankowej. Problemy konwergencji, czyli obecność "wizjonerów" w MFI (mikrofinansowe instytucje) wskazywana są jako największe zagrożenie dla sektora w roku 2008 - wynika z raportu "Bananowe Skórki Mikrofinansów".

Popularność mikrokredytów jest ogromna, bo po pierwsze czasami bardzo pomagają ludziom, a także dlatego, że działalność taka przeniesiona do sieci staje się wielką frajdą, dla tych którzy chcą pomagać, aby ich życie miało sens. Przykładowo, grupa znajomych studentów z kilku najbogatszych krajów świata wrzuciła pieniądze do dwu z wielu serwisów łączących dawców i kredytodawców z kredytobiorcami [1][2][3][4][5]. Wybierają osoby, których projekty chcą wesprzeć, a gdy pieniądze wracają... brzydząc się zyskiem przekazują wszystkie pieniądze instytucji prowadzącej serwis i udzielającej takich kredytów masowo. Piękne! Naprawdę piękne.

Ale i tak najciekawsze jest pojawienie się mikrokredytów w Europie. Owszem, może jest to narzędzie mogące pomóc niektórym np. bezdomnym, gdy nie mają nawet miejsca zameldowania. Tylko czy nie okaże się, że wyspecjalizowane oddziały banków oferujące zadłużanie zadłużonych pod marketingowym szyldem „mikro-” staną się po prostu beneficjentami środków pomocy społecznej? Nie wiem, ale pewnie tak.

* Pedagogizujące aspekty mikrokredytu: Mikrokredyt: opór i dominacja
* Między innymi krótko o tym kto nie dostaje normalnego kredytu: Mikrokredyt polityczny
* Przyczyny powodzenia idei mikrokredytu w formie oferowanej przez Grameen Bank: w Recyklingu Idei
* Z publikacji Narodów Zjednoczonych: Building Inclusive Financial Sectors for Development
* The Microfinance Promise w pdf
* Biznes i strategia: The Fortune at the Bottom of the Pyramid w pdf

Postaram się systematycznie wzbogacać artykulik w linki, ale podstawowy to microfinancegateway.org.
Haseł z Wikipedii nie przełączajcie automatycznie na swój język – różne wersje to różne szczątki prawdy.

21 listopada 2007

Zelandzkie kontrasty

Po prawie trzech już miesiącach w Danii wstyd byłoby nic nie napisać ;) więc chyba teraz kolej przyszła i na moje zdziwienia. Miałam już prawie napisany cały artykuł o polityce, ale gdzieś mi się notatki zapodziały - może innym razem. Dziś luźne spostrzeżenia:

1) Kiedy przyszliśmy dziś rano na zajęcia, okazało się, że są odwołane, bo spontanicznie do Kopenhagi wpadła znana aktywistka z Zimbabwe i zgodziła się poprowadzić seminarium na temat grupy WOZA, którą reprezentuje. WOZA to skrót od Women and Men of Zimbabwe Arise - oddolny ruch, głównie kobiet, domagających się przestrzegania praw człowieka oraz spełnienia podstawowych potrzeb ludności. Podczas śpiewających demonstracji próbują ewolucyjnie zmieniać kraj, zwracać uwagę polityków i świata na swoją sytuację, jednocześnie nie popierając żadnej partii politycznej. Wyjątkowo ciekawe seminarium, w którym raczej nie udałoby się nam niestety uczestniczyć na UG.

2) Poza dzisiejszym dniem, ani razu nie zdarzyło się, żeby ktoś odwołał zajęcia - raz tylko przyszedł mail dwa dni przed spotkaniem, że jest przeniesione na inną godzinę. Piotrkowi zdarzyło się raz, że prowadzący nie przyszedł - zamiast tego puszczono film. Inni prowadzący uprzedzają na 3 tygodnie przed, że mogą się spóźnić, bo będą np. pędzić na zajęcia prosto z konferencji albo z samolotu z RPA :) Miło jest być traktowanym z szacunkiem.

3) Za to: biurokracja w edukacji przekracza chyba naszą. Nauczyciele (a wtórują im politycy) narzekają na stosy papierkowej roboty, przez które nie mogą poświęcić wystarczająco dużo czasu uczniom. Nie umiem porównać czy polska, czy duńska podstawówka jest bardziej zbiurokratyzowana, ale na uniwersytecie różnica rzuca się w oczy. Żeby zdać egzamin muszę się najpierw na niego zapisać (na 2 miesiące przed), następnie jeśli ma to być praca pisemna (można wybierać!!!), po 2-3 tygodniach muszę oddać listę literatury "promotorowi" (specjalnie wyznaczonemu do pomocy przy konkretnej pracy, nie musi to wcale być wykładowca danego kursu). Lista powinna zawierać 1400 stron tekstu do przeczytania na potrzeby pracy - może być 1370 czy trochę ponad 1400, ale odchylenia w żadną stronę nie mogą być zbyt duże! :)

Jeżeli liczenie przeczytanych stron wydaje się czymś dziwnym, to dodam jeszcze, że nie chodzi tu o byle jakie strony, tylko strony "normatywne" - których definicja różna jest dla wydziałów i zmienia się w czasie.... na eskimologii jest to np. 2400 znaków na stronie - i trzeba własnoręcznie przeliczyć ile normatywnych stron ma wybrany tekst... Kiedy pensum odda się już promotorowi, trzeba je z nim przedyskutować i ewentualnie poprawić, aby po następnych dwóch tygodniach złożyć je wraz z wypełnionym formularzem i podpisami obu stron do sekretariatu. Potem już można swobodnie pisać na bazie przeczytanych tekstów i po ok. 1-2 miesiącach oddać pracę w 3 egzemplarzach... proste, nie? Nie ma się też co łudzić, że z egzaminem ustnym będzie łatwiej - pensum i tak trzeba oddać, a do tego często kilkustronicowy plan egzaminu - jakie zagadnienia chce się poruszyć, o czym mówić itd.

4) Wyczytane w gazecie i podpatrzone na ulicy: Kilka dni temu uczniowie szkół średnich mieli dzień wolny, który poświęcili na zbieranie pieniędzy, by pomóc w "edukacji wyzwolenia" Indianom Guarani z Boliwii i wyplewić trwający tam od 100 lat ucisk i niewolnictwo. Podczas tego dnia uczniowie sprzedawali własne wypieki lub wynajmowali się do pracy np. przy sprzątaniu - wynagrodzenie szło na konto projektu. W ten sposób uczniowie zebrali 9 mln koron (ok. 4,5 mln zł), a od 1985 roku, od kiedy odbywa się Operacja Dzień Pracy ponad 100 mln kr na rzecz krajów rozwijających się. Projekt działa w całej Skandynawii.

5) Młodzi tutaj bardzo często demonstrują - głównie w głośnej sprawie Ungdomshuset - co czwartek demonstracja o nowy dom młodzieży przechodzi przez stolicę. Ale... demonstrują nie tylko młodzi - jakiś czas temu odbyły się protesty "Dziadkowie dla azylu" pod centrum dla uchodźców. Starsi ludzie protestowali przeciwko trzymaniu w centrum dzieci i braku pomocy psychologicznej. Cała Dania zresztą od dłuższego czasu żyje sprawą czekających na azyl lub wydalenie - we wrześniu wszystkich zaszokowała wiadomość, że u znaczącej liczby dzieci przebywających w takich centrach rozwijają się poważne problemy psychiczne. Sprawa azylantów stała się jednym z najważniejszych elementów niedawnej kampanii wyborczej i pojawia się nadal dosyć często w mediach - kilka dni temu okazało się, że czekający na azyl pracują na czarno za marne pieniądze i są wykorzystywani przez pracodawców.

6) Z innej beczki - mimo, że Dania robi wrażenie bardzo ekologicznego kraju - we wszystkich sklepach są produkty ekologiczne i organiczne, które cieszą się dużym powodzeniem - ostatnio opanowała ją moda na futra. Nie jest typowo duńska, bo pochodzi gdzieś z europejskich (pewnie francuskich) wybiegów, ale Duńczycy zaakceptowali ją bez zastrzeżeń - w końcu to przecież moda...

Tyle na razie. Wrażeń mamy wiele, właściwie codziennie coś nas tu zadziwia. Mam nadzieję, że starczy czasu, żeby się tym jeszcze tutaj podzielić....