1 marca 2007

Potrzebne umiejętności czy niezaspokajalne oczekiwania?

Jestem pod wrażeniem kilku międzynarodowych kampanii edukacyjnych. Koordynowana przez UNESCO Kampania Education for All, która przypomina, że nie wszyscy mają szansę uczestniczyć w edukacji, a jest to fundamentalne prawo każdego dziecka. Świat stać na to, by stawać się lepszym, a zawartość stron tego programu przypomina jak bardzo jest to nieoczywiste i trudne. Inne projekty, które wpisują się w to spojrzenie na wszystkie dzieci to One Laptop per Child. Powszechnie znane już projekty laptopów tańszych niż 100 dolarów pokazują, że zasypywanie niektórych podziałów np. cyfrowego (Digital Divide) - jest możliwe.

Nie sposób jednak nie być sceptycznym co do oceny potencjalnych skutków tych programów. Bo w zasadzie to jaka będzie ta edukacja dla wszystkich? W przeważającej większości chodzi o zapewnienie dostępu przynajmniej do nauki pisania i czytania. Część projektów technologicznych będzie wspieranych oprogramowaniem umożliwiającym korzystanie z laptopów nawet analfabetom.

Efektem ubocznym edukacji dla wszystkich może być np. przyspieszona eliminacja zróżnicowania kulturowego [1][2][3]. W końcu nauka pisania i czytania nie odbywa się we wszystkich językach. A szkolnictwo, które koszaruje dzieci i młodzież, oddziela ich od kultury lokalnej powoduje często, że 'wyedukowani' nie mają do czego wracać – potrafią za mało, żeby dalej się uczyć, a nie zdobyli umiejętności życia w tradycyjnej wspólnocie (bo były poza domem).

Wydaje się, że laptopy jakoś zaradzą problemowi koszarowania, bo 'szkołę' będzie można mieć zawsze przy sobie. Pytanie tylko, czy dzięki laptopom bogata 'Północ' dystrybuuje na 'Południe' wiedzę i umiejętności czy tylko oczekiwania. Pomijając już oczywistą dominację języka angielskiego, to czy umiejętności programowania, 'wrzucania' do sieci czy tylko korzystania z komputerów nie spowodują tylko wzrostu ilości ludzi rywalizujących o te same miejsca pracy? Komputeryzacja i Internetyzacja zmienia ludzkie przyzwyczajenia, ale czy zmienia świat? Dla wielu istotna jest odpowiedź na pytanie czy zasadniczo zwiększa się ilość miejsc pracy? Czy Indyjscy programiści i operatorzy centrów telefonicznych dostali pracę, której nie było czy tylko ktoś musiał ją wcześniej stracić?

No to jaka powinna być ta edukacja dla wszystkich? Czy coś oprócz laptopa jesteśmy w stanie zaoferować?

3 komentarze:

dagmara.przyborowska pisze...

Nie wyobrażam sobie edukacji dla wszystkich w której laptopy miałyby zastąpić codzienny kontakt z nauczycielem. To oczywiście łatwiejszy sposób, bo dając każdemu laptopa wiemy, że go otrzymał i jesteśmy spokojni, dziecko 'nabedzie' wiedzę, bo przecież ma już na to sposób. Rzeczywistość wygląda trochę inaczej.
Obecnie pracując w Poradni Psych- Ped dostrzegam, jak ważny dla każdego dziecka jest kontakt z 'dorosłym'. Nie idzie tu tylko o naczanie w kulturze, ale podążanie za potrzbemi dziecka i asystowanie w działaniu. Przynajmniej w tym początkowym okresie gotowości szkolnej ważne jest aby pokazać, jak być 'naukowcem', jak poznawać świat i zainteresować nim.

Oddział Gośka pisze...

Hmmm... Bardzo ciekawy problem.
Z jednej strony rozdając ludziom laptopy, wysyłając nauczycieli angielskiego itp., dajesz ludziom większe możliwości, z drugiej - narzucasz przez to pewną kulturę... według mnie to jednak ważne, żeby wyrównywać możliwości, tzn. jeżeli np. Afrykanie nie będą reprezentowani w Internecie i nie będą w stanie z niego korzystać, to być może nikt nie będzie się z nimi liczył, ich głos nie będzie słyszany i na zawsze będą tymi, którym "trzeba pomagać"... Myślę, że pytanie "jaka edukacja" trzeba zostawić decyzji samych zainteresowanych, to oni przecież, a nie globalne organizacje, powinni mieć wpływ na rodzaj i treści edukacji... Być może przy wspieraniu zarówno komputeryzacji, jak i lokalnych tradycji i wartości (podkreślając ich wagę) można zaspokoić i tych, którzy troszczą się o zachowanie kultury, jak i tych, którzy chcą "nadążać za światem" :) Ot, taka utopia.

Gen Disobey pisze...

Edukacja dla wszystkich (ale czy dla każdego) to program znacznie szerszy niż laptopy dla każdego (ale czy dla wszystkich). UNESCO chce dotrzeć do tych, którzy nic nie mają (uczenie się czytania i pisania wkuwając Koran, oznacza dla wielu dzieci wejście w niedostępną sąsiadom edukację), a laptopy najpierw trafią do Meksyku itp., i w sumie nie wiadomo czy nawet lokalnie ich rozdział nie będzie 'od najbogatszego do najbiedniejszego' tzn. czy trafią np. do Indian.

Ale rzeczywiście być może powstanie problem czy jeśli nie możemy zapewnić nauczyciela to czy przynajmniej nie dać laptopa. Moim zdaniem to armagedon i to mimo racjonalnie minimalistycznego argumentu Oddziału Gośka, że lepiej coś niż nic. Laptop może być tak pociągający, że wyrwie z kultury dziecko i w zasadzie sytuacja wyboru (między korzystaniem dla przyjemności, a wykorzystaniem dla dobra wspólnego) może w ogóle nie mieć miejsca.

Chyba, że chodzi o to, by wszyscy siedli do kompów, podłączyli się do neta i odechce im się emigrować. Odłączam się. Idę spać :)